piątek, 25 sierpnia 2017

Rozdział [10]

-"Piwnica zdołała przetrwać", co? - po raz setny powtórzyłem to zdanie w myślach.
Minął już miesiąc odkąd to usłyszałem. Mimo tak dużego odstępu czasu, zdanie to cały czas rozbrzmiewało mi w głowie. Na misji, w markecie, w domu. Nosz kurde, nawet we śnie słyszałem je cały czas.
Okazało się, że niedawno pewna Konoszańska rodzina postanowiła odremontować swoją piwniczkę i nieco ją powiększyć. Podczas pracy robotnicy natknęli się na betonową ścianę. Na początku myślano, że po prostu dokopali się do piwnicy sąsiada z powodu błędnych wyliczeń. Jakież było ich zdziwienie gdy mężczyzna powiedział, że jego dom nie jest podpiwniczony. Wtedy postanowiono przebić się przez betonową ścianę i sprawdzić co jest w środku. Okazało się jednak, że pomieszczenie za ścianą jest chronione bardzo silną pieczęcią. Jeden z robotników musiał zostać odesłany do szpitala. Po tym wszystkim, sprawą zajęło się biuro Hokage.
Po dokładnym zbadaniu starych map, udało się ustalić poprzednich właścicieli działki. Okazało się, że byli nimi moi rodzice. Shinobi posłani do sprawdzenia pieczęci ustalili, że jedynie ktoś spokrewniony z Minato Namikaze może złamać pieczęć. Niestety nie jest to takie proste jakby się wydawało. Sama krew nie wystarczy, muszę się stać specjalistą od pieczęci przynajmniej na takim samym poziomie jak mój ojciec. Na domiar złego właściciele uznali że nie chcą tam mieszkać mając coś takiego na działce. Ktoś im nagadał, że takie stare pieczęcie są niestabilne i mogą wybuchnąć w każdej chwili, więc chcą sprzedać dom z działką jak najszybciej. Ze wszystkimi oszczędnościami jakie miałem udało mi się zapłacić jakieś 10% procent wymaganej kwoty. Powiedzieli że mam czas do końca roku (jakieś 5 miesięcy) i potem sprzedają to komu innemu. Do tego czasu będą mieszkać u rodziny po drugiej stronie miasta.
Od tego czasu biorę misje jak szalony i w międzyczasie uczę się o pieczęciach. Hokage przedstawiła mi jakiegoś nazbyt energetycznego staruszka, który za każdy błąd  leje mnie po głowie.
Jakieś 3 razy prawie mnie zabili, ale przynajmniej uzbierałem już kolejne 15 % ceny, więc może uda mi się wyrobić na czas. Nie pamiętam już nawet, kiedy ostatnio byłem na Ramenie u staruszka. Od miesiąca jadę na racjach żywnościowych shinobi i zupkach w proszku.
- Wszystko dla wyższego celu - powiedziałem do siebie i zasunąłem plecak, który brałem na misje.
Założyłem moje buciczki i wybyłem z domu na kolejną misję. Tym razem miałem ochraniać jakiegoś bogatego kupca.
- Jakby to powiedział Shikamaru: Jakie to upierdliwe - rzuciłem uśmiechając się pod nosem i ruszyłem w stronę bramy wioski.

XXX

Siedziałam na swoim łóżku wpatrując się ze złością w kartkę. Prowadząc śledztwo w sprawie Naruto
postanowiłam narysować sobie tzw. mapę myśli, ale nie potrafiłam połączyć zebranych wątków.
- Spokojnie Sakura - powiedziałam biorąc głęboki wdech - Zacznijmy jeszcze raz od początku.
Wszystko zaczęło się od kiedy Naruto wrócił z misji. To znaczy, że coś się tam musiało wydarzyć.
Niestety, ani Hokage ani Kakashi nie wiedzą o co może chodzić - powiedziałam zakreślając kolejne kółko wokół słowa "misja" -lub nie chcą powiedzieć.
No i jest jeszcze ta sprawa w markecie. Podobno Naruto kłócił się o coś z kasjerką i raczej nie chodziło o zakupy. Szkoda tylko, że jak zwykle nie wiadomo o co się dokładnie pokłócili, a kasjerka nie chce nic powiedzieć.
Potem wizyta w biurze Hokage - powiedziałam zakreślając wyraz "Hokage"- Od spotkania z Tsunade-sama, Naruto cały czas bierze misje i znika na całe dnie  z wioski.
W tym wypadku Hokage od razu powiedziała, że jest to niestety sprawa prywatna i tylko Naruto może mi coś o tym powiedzieć. W dodatku dość często odwiedza siedzibę głowy wioski, ale w tym wypadku też jest jakaś zmowa milczenia - powiedziałam rzucając kartką na podłogę - to nie ma sensu.

XXX

Hokage zgarnęła mnie na chwilę przed zajęciami ze staruszkiem Jiro. Coś czuję, że powrót na lekcje będzie bolesny.
- O co chodzi czcigodna Hokage? - powiedziałem z uśmiechem.
- Muszę cię powiadomić o postanowieniu rady - powiedziała nadal prowadząc mnie w stronę swojego gabinetu.
W pewnym momencie minęliśmy tak znane mi drzwi i ruszyliśmy w stronę zakrętu korytarza.
Skierowałem zdziwione spojrzenie na plecy głowy wioski. Nadal poruszała się w tylko sobie znanym kierunku, nie kłopocząc się nawet jakimikolwiek wyjaśnieniami.
Już miałem się zapytać, co tu się dzieje, kiedy nagle zatrzymaliśmy się przed niepozornymi drzwiami z napisem "archiwum". Tsunade bez wahania weszła do środka, wcisnęła jakiś przycisk i moim oczom ukazało się wejście w ścianie z wielkimi metalowymi drzwiami.
Hokage otworzyła je i gestem nakazała mi wejść do środka.
Był to prosty pokój z ciemnozielonymi ścianami, na których znajdowały się znane mi znaki. Dzięki nim nikt z zewnątrz nie usłyszy o czym będziemy rozmawiać. Czyli sprawa jest poważna.
Jedynymi meblami w pomieszczeniu były proste krzesła i drewniany, prostokątny stół na którym stała prosta lampa.
Usiadłem naprzeciwko Blondynki, która wpatrywała się we mnie w milczeniu, zasłaniając twarz splecionymi dłońmi. Zaczekała, aż usadowię się w miarę wygodnie i zaczęła tak wyczekiwaną przeze mnie rozmowę.
- Zanim zaczniemy - zaczęła, podnosząc palec do góry - jesteśmy tu, ponieważ to co ci mam powiedzieć jest informacją poufną, rozumiesz?
Skierowała na mnie wyczekujące spojrzenie. Przytaknąłem zdenerwowany nie będąc w stanie wyraźnie odpowiedzieć. Z każdym jej słowem czułem się coraz bardziej zestresowany. O co może chodzić?
-To bardzo dobrze, że się rozumiemy - powiedziała przymykając powieki - a teraz, wracając do tematu...
Na pewno pamiętasz jakie warunki trzeba spełnić aby złamać pieczęć prowadzącą do piwnicy...
Otóż okazało się że warunki nie są takie same jak na początku zakładaliśmy. Po pierwsze,
do złamania pieczęci wcale nie jesteś potrzebny ty, tylko twoja krew. Czyli w gruncie rzeczy otworzyć może ją każdy kto ma tak samą wiedzę z tej dziedziny co twój ojciec. Potrzebuje do tego tylko twojej krwi. Myślę, że powinieneś już wiedzieć co to oznacza - powiedziała ponownie kierując na mnie swoje brązowe tęczówki - Rada już postanowiła. Domy wraz z działkami zostały już zakupione z funduszy wioski.  Rada zastrzega sobie pierwszeństwo do materiałów mogących przysłużyć się dobru wioski. Czyli tak naprawdę tobie nie zostanie już nic. Nie wspominając już o tym, że piwnica znajduje się połowicznie na drugiej działce, więc musiałbyś kupić obydwie.
Co z twoimi zarobkami nie zdarzyłoby się szybko.

.
.
.

Szukałem na twarzy Hokage jakichkolwiek śladów potwierdzających, że żartuje. DO JASNEJ CHOLERY! Chociażby mała oznaka współczucia by mi wystarczyła. Nie było nic, tylko te uporczywe brązowe tęczówki.
- Rozumiem - powiedziałem zachrypniętym głosem wstając od stołu- Czy to już wszystko?
- Jeszcze kilka spraw.
Twoje lekcje z panem Jiro zostały anulowane z wiadomej przyczyny.
Tu jest twoja zaliczka którą wpłaciłeś za działkę - powiedziała podsuwając mi brązową kopertę. To tyle. Możesz już iść.
- Rozumiem - powiedziałem cicho chowając twarz za grzywką - Do widzenia Hokage-sama.
Ukłoniłem się w geście szacunku, zgarnąłem pieniądze do kieszeni i szybkim krokiem wyszedłem z tego pomieszczenia. Było mi duszno, czułem się jakby ściany chciały mnie przygnieść, musiałem szybko wyjść z tego budynku. Dusiłem łzy, które natarczywie próbowały mi wyskoczyć z pod powiek i błagałem Boga, żebym zdążył znaleźć się w jakimś odludnym miejscu zanim moje opanowanie całkowicie się rozsypie.
Szybko otworzyłem drzwi prowadzące na dziedziniec, zbiegłem ze schodów i nagle zderzyłem się z Sakurą.

XXX

- Uważaj jak idziesz idioto - powiedziałam podnosząc się z ziemi i otrzepując z kurzu.
- Sory Sakura-chan, ale naprawdę się teraz śpieszę - krzyknął blondynek odwracając się żeby uciec.
- Zaraz zaraz - powiedziałam łapiąc go za bluzę - myślę, że muszę z tobą porozmawiać. Nie masz może ochoty żeby zaprosić mnie na ramen? - mówiąc to, zauważyłam dość duży plik banknotów wystający z koperty znajdującej się w jego kieszeni - Oooo! Widzę, że branie misji jak szalony w końcu się opłaciło, dzięki temu objesz się w Ichiraku jak nigdy! - zażartowałam.
- Hah ha, taaa - zaśmiał się sucho - Sorki, ale dzisiaj naprawdę nie mogę.
Popatrzyłam na niego skonsternowana. Cały czas był odwrócony do mnie plecami, więc nie widziałam jego twarzy. I gdzie mu kurdelebele tak się śpieszy?!
- Naruto...
- Puść mnie - powiedział cicho.
- O nie! Nigdzie cię nie puszczę dopóki mi czegoś nie wytłumaczysz i...
- Puść mnie KURWA! - krzyknął i w końcu zobaczyłam jego twarz gdy obrócił się żeby uwolnić swoje ubranie.
Znowu łzy? - pomyślałam zdumiona puszczając jego bluzę.
W jego oczach pojawił się błysk przerażenia, gdy zdał sobie sprawę z tego co zobaczyłam.
Obrócił się szybo i zniknął między zabudowaniami.
Stałam oniemiała patrząc się tam gdzie zniknął.
- Naruto, co się z tobą dzieje... - powiedziałam szeptem powstrzymując się od szlochu.







>>>><<<<

No i znowu zakończyłam w tak ważnym momencie! Co jak co, ale do tego mam talent :P
Może mnie w dziale reklam na Polsacie zatrudnią XD
Żeby troszkę odpokutować ten długi przestój postanowiłam, że trochę przyśpieszymy tempo.
Planowałam nadrobić zaległości na blogu w wakacje, ale nieoczekiwanie w swoje żelazne szpony pochwycił mnie wirus wątroby i już od początku czerwca balowałam na szpitalnych salonach :D.
Na szczęście teraz jest już lepiej :D

Do zobaczenia! 👋



niedziela, 12 marca 2017

[Rozdział 9]

Wpatrywałam się w te smutne, niebieskie oczy i coraz bardziej nie wierzyłam, że to co widzę jest prawdziwe.
 Naruto? Ten Naruto? Ksywka wiecznie wesołego śmieszka jeszcze nigdy tak bardzo nie różniła się od rzeczywistości. Coraz bardziej martwiła mnie jego mina. Postanowiłam, że na razie schowam się na drzewie i przez chwilę go poobserwuję.


XXX


To była chwila. Na sekundę spuściłem gardę i to się stało. Obraz stał się nie wyraźny, na policzkach poczułem spływające łzy. Zaskoczony dotknąłem moich mokrych policzków.
-"Dlaczego akurat teraz?", "Niech one przestaną płynąć!" - powtarzałem sobie w myślach. Jak na złość, z moich kanalików wypływało ich coraz więcej. Usiadłem na ziemi, a potem położyłem się na plecach. Zakryłem oczy dłońmi. Nie chciałem już nic widzieć.


XXX

Naruto płakał przez jakieś 10 minut a potem usnął.  Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Co się mogło stać? Może coś się wydarzyło na misji? Muszę się zapytać Tsunade-sama.
Po cichutku zeskoczyłam z gałęzi i zbliżyłam się do śpiącego blondynka. 
Oddychał nierówno, jakby męczył go jakiś koszmar. Miał czerwone od płaczu powieki.
Powoli wyciągnęłam koc, na którym chciałam usiąść podczas wkuwania. Rozwinęłam go i szczelnie okryłam nim Uzumakiego. Przynajmniej tyle mogłam dla niego zrobić. Uśmiechnęłam się do niego i wyszeptałam:
- Dobranoc śpiochu.
Podniosłam się z kolan i już miałam zamiar ruszyć w stronę wioski, gdy poczułam uścisk na nadgarstku.
- Już idziesz Sakura-chan? - powiedział z uśmiechem blondynek.
Popatrzyłam się na niego zdziwiona. Mimo nadal zaczerwienionych powiek zachowywał się jak zwykle.
-Coś nie tak Sakura-chan? - powiedział lekko zaniepokojony.
- N-nie, wszystko okej. - powiedziałam otrząsając się z niepokojących mnie myśli.
- Jak długo już tu jesteś? - powiedział starając się ukryć zmieszanie. Czyli jednak, coś było nie tak.
Normalnie zjechałabym go z góry na dół za przejmowanie się nieistotnymi rzeczami, ale teraz sprawa była poważna. Muszę to rozegrać ostrożnie.
- Dopiero co przyszłam - powiedziałam podirytowanym tonem - i cóż to moje piękne oczy widzą? Co to za opierdzielanie się na treningu?!
- Nie, ja tylko...
- Ja ci dam "ja tylko"! Rusz dupę, zostaniesz moim sparingpartnerem - powiedziałam zakładając moje czarne rękawiczki.
- CO?? - powiedział przerażony - nie, nie, nie. Sakura-chan! Nie będę już spał na treningach! Obiecuję! Proszę, nie! - złączył ręce w geście modlitwy.
- Chyba sobie żartujesz?! - powiedziałam chwytając go za fraki i rzucając na drugi koniec pola - I jeszcze jedno. Ty możesz używać tylko Taijuutsu
Uśmiechnęłam się złowieszczo widząc jego przerażoną minę. Niech się trochę rozrusza chłopina.
- ZACZYNAMY!

...


Po skopaniu mu dupy już z dziesiąty raz, zarządziłam przerwę.
-Nieźle sobie poradziłeś - powiedziałam do niego złośliwie.
- Dzięki Sakura-chan - powiedział nie łapiąc ironii. Całe jego ciało było w siniakach ale chyba tego nie zauważył. W sumie szkoda, że nie zdążyłam się pouczyć, ale jego samopoczucie jest ważniejsze. -Już dość się uczyłam- pomyślałam - dam sobie jutro radę!
- Sakura-chan? - z rozmyślań wyrwał mnie głos Naruto.
- Co jest? - zapytałam.
- Jutro masz ten ważny egzamin, nie? - powiedział szczerząc się do mnie.
- Nooo, tak
- To powodzenia - powiedział puszczając mi oczko.
- Dzięki - odpowiedziałam z uśmiechem 
- Nie ma za co. Dobra, czas już się zbierać - powiedział wstając z ziemi - Daj rękę.
Z małą pomocą Naruto zebrałam się z ziemi.
- Zaprosiłbym cię na ramen ale pewnie musisz się uczyć, więc zaproszę cię jak już zdasz - powiedział szczerząc się do mnie.
- Skąd ta pewność? Mogę nie zdać - powiedziałam śmiejąc się nerwowo. Niby się uczyłam ale nigdy nie wiadomo co wymyśli Tsunade-sama.
- To wtedy wykorzystaj metodę na słodkie oczka. Zawsze, gdy proszę Tsunade-obaachan o jakąś ciekawszą misję to po tej magicznej technice się zgadza.
-Ty mówisz całkiem poważnie? - powiedziałam kręcąc głową z niedowierzaniem - No dobra. Jak wszystko inne zawiedzie to zastosuję się do twojej rady..
Po zebraniu wszystkich naszych rzeczy ruszyliśmy w stronę wioski. Po drodze Naruto wypytywał mnie o egzamin. Jak długo się uczyłam, czy nie jestem zmęczona ciągłym wkuwaniem i tak dalej. Gdy doszliśmy do końca pola treningowego, każde z nas rozeszło się w swoją stronę. Muszę przyznać, że to spotkanie poprawiło mi humor.

XXX

Wędrowałem kolejnymi uliczkami Konohy coraz bardziej pogrążając się w rozmyślaniach. Całe szczęście, że Sakura nie widziała mojego "pokazu". Nie umiałbym jej racjonalnie wytłumaczyć dlaczego się rozkleiłem. A co do tej kasjerki... 
Muszę po prostu ciężko pracować, żeby ludzie nie postrzegali mnie jako potwora i wszystko będzie dobrze.

 ...


Po kilku dniach trenowania zgłosiłem się do biura Hokage po przydział nowej misji. Trenowałem wystarczająco ciężko by mieć pewność, że uchybienia związane z poprzednią się nie powtórzą.
Zgodnie z moim ostatnim postanowieniem uznałem, że nie wpadnę do środka bez pukania tak jak to robiłem wcześniej. Jednakże, część tego musiałem zachować. W końcu to już mój znak rozpoznawczy. Zapukałem do drzwi i po usłyszeniu głośnego: "wejść" wparowałem do środka.
- Ohayo Tsunade-obaachan! - zawołałem z uśmiechem. Hokage siedziała na swoim fotelu w delikatnie mówiąc nieciekawej pozie. Wyglądała jakby zaraz miała zjechać pod biurko.
- Oh, to ty Naruto - rzuciła jakby do siebie.
Popatrzyłem się na nią lekko zdezorientowany. Gdzie krzyk i prawy sierpowy? Zwykle za przezywanie jej od staruszek dostawałem dość mocno, a tu nagle zero reakcji.
- Czyżby ciężki dzień? - zapytałem szczerząc się do głowy wioski.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - powiedziała wzdychając i poprawiając się na fotelu - No dobrze,
co cię do mnie sprowadza?
- A ja myślałem, że może mnie Tsunade-obaachan pochwali, że się w końcu pukać nauczyłem -  powiedziałem z uśmiechem.
- Co to, to nie. Nawet psa można tak wytresować. Nie wiem czym się tak ekscytujesz - powiedziała ze złośliwym uśmieszkiem.
Popatrzyłem na nią oskarżycielskim wzrokiem.
- Okej. Tym razem wygrałaś.
-Dobra już dobra. Powiesz mi w końcu po co tu przyszedłeś?
-Już mówię - znowu się wyszczerzyłem - Po kilku dniach wolnego jestem już w pełni gotowy, żeby udać się na kolejną misję. 
Nie obraziłbym się gdyby to było coś ciekawszego od łapania kota.
- To na razie może poczekać - Tsunade wstała i podeszła do okna - mam pewną informację, która powinna cię zaciekawić.
Popatrzyłem się na nią zdezorientowany. Nie miałem zielonego pojęcia o co mogło chodzić.  Pozostało mi tylko czekać na ciąg dalszy.
- Pamiętasz, że Kyubi 16 lat temu zniszczył wioskę...
- Jak miałbym nie pamiętać, wtedy się urodziłem - zauważyłem z żalem.
Hokage skinęła głową i kontynuowała:
- W takim razie domyślasz się też pewnie, że gdzieś tam w wiosce, był dom twoich rodziców. Niestety, tak jak większość zabudowań został zniszczony przez lisiego demona.

Miałem kompletny mętlik w głowie. Nie wiedziałem do czego ona zmierza.

-... jednakże - kontynuowała Hokage - okazało się, że piwnica zdołała przetrwać.




---------------------------------------------------------------------------

W końcu mi się udało! (^-^) Jednak pisanie nadal idzie mi opornie. Wybaczcie za kolejne niedotrzymanie umowy. Powiedzmy że notka będzie się pojawiała co najmniej raz na miesiąc XD To już powinno mi się udać. 
Oczywiście jeśli moja leniwa wena postanowi się ogarnąć to notki będą się pojawiać częściej ale nic nie obiecuję. Zawsze mam coś innego do roboty, a to książkę przeczytać, coś narysować, anime do obejrzenia, czy zwyczajnie w coś zagrać :D Nigdy nie potrafiłam się na czymś skupić na dłużej. No trudno, może zobaczycie ostatnią notkę na emeryturze :P.
A póki co, do zobaczenia! :D

P.S
Dziękuję osobom, które zwróciły mi uwagę na nieprawidłowości związane z tym rozdziałem.
Przykro mi, że trwało to tak długo, ale jak spojrzalam na część 9 to uznałam, że przydałoby się trochę pozmieniać tu i tam. Koniec końców notka znacznie się wydłużyła, ale mam nadzieję, że nie będziecie mi mieć tego za złe ;)

środa, 8 marca 2017

[Rozdział 8]

Nie ma to jak w domciu!-powiedziałem otwierając drzwi.
Rzuciłem plecak pod ścianę i poszedłem do kuchni. Po przeszukaniu wszystkich szafek zdałem sobie sprawę, że jednak bez wizyty w sklepie się nie obejdzie.
- Jak mi się nie chce...- westchnąłem z rezygnacją i popatrzyłem w sufit. No nic, co ma być to będzie. Zabrałem mój ulubiony portfel z żabką i wyruszyłem na podbój spożywczaka.
Po dotarciu na miejsce skierowałem się oczywiście w stronę działu z daniami expresowymi. Wziąłem sobie spory zapas zupek a potem poszedłem na dział z owocami a następnie do kasy.
Wszystko było jak zwykle. Te same produkty, te samo wnętrze, nawet ta sama kasjerka.
Właśnie, kasjerka. To samo spojrzenie pełne strachu i jednocześnie pogardy jakim zawsze mnie raczyła też się nie zmieniło. Zwykle nie zwracałem na to uwagi ale dzisiaj jednak mnie to zabolało.
Miałem gorszy dzień. Byłem zmęczony. Niedawno został zamordowany ktoś bardzo mi bliski. Cała ta misja była z mojej winy bo nie potrafiłem porządnie ciachnąć jednego faceta.
Do cholery! Jinchuuriki też może mieć gorszy dzień. Jestem człowiekiem, a nie jakimś pieprzonym robotem bez uczuć! Nikt się mnie nie pytał czy chcę mieć w sobie 9-ogoniastego demona do cholery!! Miałem już dość tego spojrzenia.
- Coś nie tak, proszę pani? - powiedziałem starając się brzmieć jak najbardziej życzliwie. Wziąłem skasowane produkty do siatki i popatrzyłem na nią wyczekująco.
- Dlaczego nadal żyjesz... powiedziała szeptem.
- Może pani powtórzyć? - udałem, że nie dosłyszałem.
-Dlaczego nadal żyjesz potworze? - powiedziała z histerią - powinni już dawno wrzucić twoje ścierwo do ziemi!!
To zabolało. Bardziej niż zwykle.
- Myślę, że czegoś nie rozumiesz - powiedziałem starając się zachować resztki spokoju.
-Czego nie rozumiem?! - wstała z miejsca zalewając się łzami - zabiłeś mi ojca ty potworze!
- To nie ja zabiłem ci ojca! Zrobił to demon, który we mnie siedzi!! Nikt nie pytał się mnie czy chcę to coś w sobie!! WSZYSCY PATRZYCIE NA MNIE JAK NA ZWYKŁE ŚCIERWO! A JA WCIĄŻ STARAM SIĘ DO WAS UŚMIECHAĆ! MIMO TEGO STARAM SIĘ BYĆ MIŁY! JEŚLI KIEDYKOLWIEK DAM MU PRZEJĄĆ NAD SOBĄ KONTROLĘ TO ON ZNISZCZY WIOSKĘ I MNIE! ODKĄD PAMIĘTAM, RYZYKUJĘ ŻYCIE DLA WIOSKI I OTO CO DOSTAJĘ! Nic o mnie nie wiesz - powiedziałem powstrzymując łzy. Położyłem pieniądze na ladzie i wyszedłem. Udałem się na pole treningowe aby ochłonąć. Oni nic o mnie nie wiedzą. Dowiedzieli się tylko, że zapieczętowano we mnie demona, a resztę dopowiedzieli sobie sami.
- No nic - powiedziałem rzucając siatkę pod pobliskie drzewo -trening sam się nie zrobi - i zacząłem naparzać w pieniek.
XXX
Postanowiłam, że ostatni dzień przed sprawdzianem pouczę się na świeżym powietrzu. Widok mojego pokoju strasznie mi zbrzydł. Na dodatek w domu panowała teraz atmosfera "ochów i achów" bo przyjechała Schin-chan. 
- "Och, kochanienka jak ty wyrosłaś!" "Masz już jakiegoś chłopaka na oku?" "Zjedz jeszcze obiadku to może przybędzie ci trochę tam i ówdzie" - powiedziałam naśladując przesłodzony głos mojej mamy. Przy ostatnim zdaniu mimowolnie spojrzałam na swoją klatkę piersiową oczekując jakiejś zaskakującej zmiany. Niestety nic przełomowego nie zauważyłam, więc westchnęłam zawiedziona i poszłam dalej.
Gdy byłam już niedaleko pola treningowego, usłyszałam odgłosy czyjegoś treningu. zaciekawiona przystanęłam na chwilę i zaczęłam nasłuchiwać.
- To nie Naruto- pomyślałam po chwili - On zawsze wrzeszczy sam do siebie podczas treningu. Coś w stylu: "Jeszcze trochę!", "Dam radę", "Sakura-chan w końcu mnie zauważy!" i takie tam.
Nadal nie słychać nic poza głuchym hukiem uderzenia. Kto to może być? 
Może to Lee? - zastanowiłam się na chwilę -Raczej nie. On też wydziera się w trakcie treningu. Tylko, że on brzmi bardziej jak jakieś zwierzę. "Hiiiiija!!!!" "Hadziaaaa!!!!". Dziwny typ.
Po chwili postanowiłam jednak wyruszyć w nieznane i zobaczyć kto tak intensywnie trenuje.
Gdy przyszłam na skraj polany ze zdumieniem zdałam sobie sprawę, że to jednak był Naruto. A przynajmniej wyglądał jak on. Zwykle od razu zobaczyłby, że ktoś przyszedł. W dodatku wyglądał na przygnębionego chociaż nie mogłam zobaczyć dokładnie bo jego oczy przysłaniała grzywka.
Patrzyłam się na niego przez dłuższą chwilę, Coś było nie tak i to wiele bardziej niż zwykle.
W pewnym momencie przestał ćwiczyć ciosy i popatrzył się na pień pustym wzrokiem.      

on płakał

























==========================
I tym akcentem, kończymy!
(na dziś :D )


wtorek, 15 listopada 2016

[Rozdział 7]

-Hmmm... -  łypnąłem podejrzliwie na wielkie żabsko pływające w stawie - Jest takie wielkie, że mogłoby być ropuszym mędrcem Heh.. Auć!
Jakiś mały i twardy przedmiot uderzył mnie w klatę i sturlał się na spodnie. Co to było? Oczywiście kamyk! Popatrzyłem się w stronę, z której nadleciał pocisk i zobaczyłem żabę stojącą na liściu. Pogroziła mi łapką i zniknęła w stawie. Zrezygnowany przewróciłem oczami.
- Zawierasz kontrakt z magiczną żabą i nagle okazuje się, że te ziemskie tak naprawdę rozumieją co mówisz i cały czas cię podsłuchują - mruknąłem poirytowany - Jakby nie można już było z niczego żartować.
Zeskoczyłem z kamienia, na którym siedziałem i z gracją sarenki wylądowałem na ziemi.
Rozprostowałem stawy i ponownie popatrzyłem na staw.
- No nic - uśmiechnąłem się - Porozmawiam sobie później z żabami na temat mojej prywatności.
-Z kim sobie porozmawiasz? - zapytał Rin wychodząc z krzaków.
- Nie ważne - machnąłem ręką z uśmiechem - I tak byś nie zrozumiał.
- Jeśli ty to rozumiesz to ja tym bardziej to ogarnę - rzucił z kpiącym uśmieszkiem.
- Hahahah! - otarłem nieistniejącą łezkę - Już dawno nie powiedziałeś czegoś tak śmiesznego.
- Dobra dobra - powiedział pojednawczo - Skończmy już sobie tak słodzić, Schino-chan cię szukała.
- No tak - rzuciłem okiem w stronę stawu - Przecież chciała ze mną porozmawiać.
- To idziemy?- rzucił Rin pokazując głową w stronę obozu - Czy chcesz sobie jeszcze z żabkami pogawędzić?
- Ja pierdole - zrobiłem klasycznego "facepalma" śmiejąc się przy tym - Nie poddajesz się co?
                                                                     
                                         ***

-"Wentylację płuc zapewniają ruchy ssąco-tłoczące klatki piersiowej. Wdech powodowany jest..." Uhh... - chwyciłam się za głowę - Dłużej tego nie wytrzymam!
Rzuciłam książkę na łóżko i wstałam z fotela. Po drobnym acz dyskretnym ziewnięciu, przebrałam się w mój strój na misje i wyszłam z domu. Miałam już dosyć tego ciągłego zakuwania w domu. Pojutrze mam ważny test u Tsunade-sama ale dzisiaj nie mam już siły się uczyć. Te wszystkie naukowe regułki i przytłaczająca presja skutecznie wyssały ze mnie motywację. Spacer jest teraz najlepszym co mogę zrobić. Nawet Tsunadę-sama kiedyś mówiła, że ciągłe siedzenie w domu źle wpływa na organizm. Skierowałam się w stronę pola treningowego, żeby trochę rozruszać mięśnie.
Byłam tak sfrustrowana przez te parę dni wkuwania, że musiałam się teraz na kimś lub na czymś wyżyć.
- Bardziej na kimś - uśmiechnęłam się złowieszczo, gdy na ulicy mignął mi pomarańczowy dresik.
Blondynek właśnie objaśniał coś Konohamaru i jego grupce.
-... Jasne? A jak tu przesuniecie ten palec to wyjdzie wam Super Extra Oiroke no jutsu! Rozumiecie? - powiedział z uśmiechem - Teraz zobaczycie to w praktyce i...
-SHANNARO! - Mój prawy sierpowy wysłał go do stawu znajdującego się za ich plecami - Jak możesz dzieciom opowiadać takie bezeceństwa ty głąbie?! Potem wyrośnie pokolenie takich zboczuchów jak ty i... - właśnie zdałam sobie sprawę z obecności mimowolnych obserwatorów.
Chłopak i dziewczyna stali jak skamieniali, patrząc na mnie z przerażeniem w oczach.
W międzyczasie, Uzumaki wydostał się z sadzawki i podszedł do nas wykręcając swoją bluzę.
- Jesteś okrutna Sakura-chan - powiedział z miną zbitego psiaka - Lekarze powinni dbać o ludzi a nie ich okaleczać. Poza tym... - Skierował swoje niebieskie oczka na skamieniałą dwójkę - Co im się stało?
-N-nie mam pojęcia - skierowałam wzrok w inną stronę.
- Już wiem! - stuknął pięścią w dłoń - Może są tacy bo cię nie znają!
Jego tok rozumowania nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Jak on sobie w ogóle daje radę w dorosłym życiu?! To oczywiste, że przerazili się po tym jak przez moją pięść wylądowałeś w stawie!
Jego znajomi już ochłonęli z pierwszego wrażenia, więc Naruto postanowił wdrożyć swój plan w życie.
- Kochani! - Zaczął ceremonialnie Uzumaki - Pragnę wam przedstawić Sakurę-chan. Jest uczniem Tsunade-sama - w tym momencie ukradkiem zerknął na chłopaka - i medic-ninja. To największa piękność Konohy i najbardziej mądra dziewczyna jaką znam. Byliśmy razem w jednej drużynie.
-Ten debil! Co to za żenujące przedstawienie?! - pomyślałam zażenowana - Jestem Sakura Haruno, miło mi was poznać!
- Sakura-neechan... - powiedziała dziewczyna ze łzami w oczach - Tak się cieszę! - Podbiegła do mnie i mnie przytuliła. Popatrzyłam zaskoczona najpierw na nią a potem na blondynka.
- No cóż - uśmiechnął się wyrozumiale - To jest moja koleżanka, Shino Asada.
-Zaraz, zaraz... Asada? To mi coś przypomina - zaczęłam się zastanawiać - Schin-chan? Zaczęłam niepewnie.
- Poznałaś mnie! - powiedziała cała we łzach.
- Nie płacz już - powiedziałam z uśmiechem- Co prawda, dawno się nie widziałyśmy, ale nie musisz płakać.
- Ale...
- No już. Uśmiechnij się - Powiedziałam głaszcząc ją po głowie - Masz jakieś sprawy do załatwienia w wiosce?
- Przybyłam tutaj bo też chcę zostać Medic-ninja! Tak jak Sakura-neechan!
No dobra, tego się nie spodziewałam.
***
Ale to wzruszające spotkanie po latach - powiedziałem ze łzami w oczach- Co myślisz Rin?
Rin? - pomachałem mu przed oczami - No weź, Sakura-chan to nie Meduza. Nie była aż tak straszna - powiedziałem opierając się na skamieniałym ze zgrozy przyjacielu.


=====================
W końcu! Nareszcie mi się udało! Przepraszam że trwało to tak długo. Ciężko jest mi się z powrotem przyzwyczaić do pisania, ale myślę że wszystko idzie w dobrym kierunku :)
Trzymajcie kciuki! :D



sobota, 24 września 2016

[Rozdział 6.5] - Powrót

Kaskady ciemnej wody wpadały do jeziora z ogłuszającym pluskiem.
Siedziałem na brzegu patrząc się w spienioną toń wody. Miałem nadzieję, że gdzieś tam kryją się odpowiedzi na wszystkie dręczące mnie pytania. Już dawno nie zastanawiałem się nad sensem tego wszystkiego. Niestety nadciągająca burza i porywisty wiatr skłaniały mnie do smutnych przemyśleń.
- Było podobnie gdy zabiłem Itachiego - pomyślałem wpatrując się w niebo. Chociaż rzuciłem to niby mimochodem, w mojej piersi poczułem i tak małe ukłucie. To nadal bolało, ale uznałem, że muszę być silny. Nadal nie byłem pewny czy zdecydowałem właściwie, dręczyło mnie to. Niestety czasu już nie cofnę. Uznałem się za samotnego mściciela, chociaż nie zrobiłem nic aby pomścić moich rodziców. Na dodatek zabiłem jedynego krewnego jaki mi pozostał.
- Rzeczywiście - uśmiechnąłem się pod nosem - prawdziwy ze mnie kawał skurwysyna.
- To nie prawda! - krzyknął ktoś za moimi plecami. Odwróciłem się zdziwiony i zobaczyłem rudowłosą dziewczynę w różowej pidżamie. Ostatnia osoba jaką chciałbym w tej chwili zobaczyć stała właśnie przede mną kierując we mnie swój palec wskazujący.
- SASUKE-SAMA!! - wrzasnęła z zachwytem i rzuciła się w moją stronę. Miała kajdanki wysysające chakrę na nadgarstkach i była trochę poobijana. No niby cieszę się że wróciła, ale mogłaby się kurna ogarnąć z tą swoją obsesją.
- Po co żeś tu przyszła? - powiedziałem odpychając ją ręką
- To okrutne z twojej strony Sasuke-sama! - powiedziała do mnie lukrowanym tonem - Wydostałam się z siódmego kręgu piekieł aby się z panem zobaczyć a pan mnie tak traktuje?
Popatrzyłem się na nią jakby spadła z byka. Może i Konoszańskie więzienie luksusów nie oferuje, no ale bez przesady.
- Sasuke-sama! - kontynuowała swój wywód - Jak mogłeś mnie wtedy zostawić?! MNIE! Twoją najwierniejszą podwładną! Jak mogłeś...
- STOP! - powiedziałem lodowato - Chyba już zapomniałaś gdzie twoje miejsce. Wszyscy moi podwładni są RÓWNI, nie ma NIKOGO lepszego od innych. Czy to JASNE? - skierowałem na nią spojrzenie czerwonych oczu. Jej zdolności były przydatne ale coraz bardziej wątpiłem w to czy pozwolenie jej na pozostanie w "Tace" było dobrym pomysłem.
Odwróciłem się, nie czekając na jej reakcję i poszedłem w głąb lasu.
Po chwili czerwonowłosa podniosła głowę i spojrzała w stronę drzew.
-Ach ten Sasuke-sama! - powiedziała Karin robiąc maślane oczka - Jakiż on władczy!
Po czym pognała za czarnowłosym.

***
No cóż... Dawno mnie tu nie było :)
Na wstępie chciałabym przeprosić wszystkich, którzy czekali na moje notki.
Bardzo przepraszam za zostawienie tak tego wszystkiego bez słowa pożegnania. Na początku naprawdę potrzebowałam wolnego na naukę do egzaminów. Niestety potem nie potrafiłam nic napisać. Siedziałam 5, 10 minut i nie potrafiłam nic wymyślić.  Na początku próbowałam prawie codziennie, ale uznałam, że powinnam dać sobie trochę czasu. Po pewnym czasie uznałam, że jednak nie dam rady wrócić. Chciałam, żeby ten blog po porostu został opuszczony. Te parę osób, które czytały moje notki pewnie strasznie się na mnie zawiodło. Nie powiem, że jestem z siebie dumna, bo tak nie jest.  Ale mimo internetowej anonimowości wstyd było mi się przyznać, że nie potrafiłam nic napisać i tylko dlatego nic tu nie wyjaśniłam. Nie powiem, że teraz jest lepiej. Nadal bardzo ciężko mi idzie wymyślenie czegokolwiek, ale nie chcę się poddawać. Bardzo możliwe, że nikt nie będzie już czytał tego bloga, ale chciałabym doprowadzić tą historię do końca. Nie znaczy to, że skończę ją szybciej czy coś takiego. Chodzi po prostu o to, że chciałabym przedstawić wam ją tak, jak ja ją widzę. Na razie to tylko pomysły, które chciałabym wpleść w opowiadanie, ale mam nadzieję, że uda mi się wytrwać w tym postanowieniu. Co do rozdziałów, to nie umiem jeszcze określić, co ile i w jaki dzień tygodnia będę wstawiać notkę. Nie wiem nawet czy nie zrezygnuję w połowie, ale mam nadzieję, że przynajmniej to uda mi się skończyć. Ta notka jest po prostu przerywnikiem. Ciągła akcja nie jest najlepszym pomysłem, dlatego uznałam, że pora na małą przerwę. Nie jestem pewna czy udało mi się osiągnąć zamierzony efekt ale na przyszłość postaram się lepiej wplatać takie momenty w historię. Co do długości to niestety nie potrafiłam wymyślić jakiegoś ciągu dalszego, więc wyszło jak wyszło. Także no, do zobaczenia następnym razem :P 

piątek, 15 kwietnia 2016

Wybaczcie, że ostatnio nie dodałam nowego rozdziału. Niestety od poniedziałku mam egzaminy, więc trzeba się "uczyć" :c . Bardzo was przepraszam, postaram się coś dodać za tydzień. Miłego dnia życzę ^^

czwartek, 24 marca 2016

[Rozdział 6]

Podążaliśmy właśnie do najbliższej wioski, żeby zostawić tam uratowanych cywili.
Cały czas starałem się przyśpieszyć tempo wędrówki. Niestety Kakashi zna mnie aż za dobrze, więc nie zwracał na to uwagi. Cały czas szliśmy w wyznaczonym tempie, które dla mnie było nieznośnie wolne! Chciałem jak najszybciej dotrzeć od Konohy, żeby pokazać Okumurze  Ramen!
Okazało się, że nigdy nie jadł tego ósmego cudu świata! Uznałem więc za swoją powinność, ukazanie mu tego arcydzieła japońskiej kuchni.
Szliśmy obok siebie rozmawiając o różnych ciekawych rzeczach. Po chwili dołączyła do nas Shino więc pogawędka nieco się rozkręciła. Cieszyło mnie to, że stała się wobec nas bardziej naturalna. Powoli ukazywała nam się prawdziwa Asada i bardzo żałowaliśmy, że raczej się już nie zobaczymy.
Rin wydawał się tym faktem szczególnie zasmucony. Najwyraźniej zdążył już się przywiązać do Shino.
Mnie cały czas męczyły słowa tego mężczyzny. Co prawda Orochimaru już nie żyje, ale przypomniał mi jedną osobę. Jebany Sasuke! Gdyby został w wiosce to wszyscy byliby szczęśliwi. Sakura i Ino robiłyby do niego maślane oczka a ja miałbym w końcu godnego rywala, może nawet przyjaciela. Lee to spoko gość, ale nie da się z nim walczyć na jutsu co mi trochę przeszkadza. Może Rin zaprezentuje coś ciekawego?
Myśli zaczęły rozsadzać mi czaszkę.
Zirytowany potrząsnąłem głową. Potrzebowałem teraz chwili spokoju, żeby uporządkować sobie ten bałagan. Przeprosiłem więc na chwilę Asadę oraz Okumurę i zameldowałem Kakashiemu, że pójdę przez chwilę przodem.
Przyjął moje słowa bez komentarza, więc wskoczyłem na najbliższą gałąź i pognałem w głąb lasu.
Zawsze dziwiło mnie jak samotność wpływa na człowieka. Mimo, że skupiłem się na otoczeniu, moje myśli zaczęły się porządkować. Zrozumiałem już, co chcę zrobić.
Sasuke może się schować nawet na księżycu. Nie obchodzi mnie to, przyprowadzę tego drania do domu!
Nagle ktoś krzyknął mi do ucha:
- Bu!
Chwila dezorientacji i spadłem w krzaki.
Moje 4 litery płonęły żywym ogniem o plecach już nie wspominając. Wkurzony nie na żarty, rozejrzałem się dookoła szukając tego dowcipnisia.
- To było niegrzeczne, Okumura-kun – powiedziała Asada wyłaniając się z lasu.
- No co ty Shina-chan! Naruto to twardy chłop co nie? – zapytał zeskakując z drzewa i klepiąc mnie w plecy.
Ból jaki wtedy poczułem, zapamiętam do końca życia. Trafił mnie idealnie w część na której wylądowałem. Ledwo utrzymałem się na nogach!
- Chłopaki… - powiedziała Shino pojednawczo.
-No pewnie! – powiedziałem trafiając go ręką w plecy.  Włożyłem w to całą swoją naturalną siłę. No dobra, nie całą. Może trzy czwarte.
Staliśmy tak przez dłuższą chwilę, klepiąc się po plecach z perfidnymi uśmieszkami. Oczywiście używaliśmy trochę więcej siły niż w normalnych przypadkach.
 Na szczęście ataki Okumury przyjmowała moja lewa strona, która najmniej ucierpiała.
Nie wiedzieć czemu, nagle dostałem dreszczy.
Przestaliśmy się z Rinem walić po plecach. Najwyraźniej on też poczuł coś dziwnego. Odwróciliśmy się w tej samej chwili i zobaczyliśmy straszny widok.
Wkurzona Asada.
Doznałem ogromnego z szoku. To tak jak z krwiożerczym króliczkiem, nie?
Mówisz sobie: „O, jaki słodziak! Chyba go pogłaskam!”, a po chwili nie masz już ręki.
Podwójnie przerażają sytuacje, kiedy jesteś pewny, że ta osoba nie może być straszna!
Nie wiedziałem dlaczego ale czułem, że coś jest nie tak. To uczucie było dziwnie znajome, jakbym przeżywał już coś takiego wiele razy…
.
.
.
Już wiem! Tak samo wścieka się Sakura-chan! Przypatrzyłem się jeszcze raz, dla pewności.
A jednak! Naprawdę wygląda teraz jak wściekła Haruno!
Zaciekawiony wypaliłem bez zastanowienia:
- Jesteście rodziną z Sakurą-chan?
Jej mordercza aura wyparowała bez śladu. Podbiegła do mnie z wyraźnym zainteresowaniem.
- S-Sakura-chan?! Znasz ją?! Wiesz gdzie ona jest?! To twoja dziewczyna?! –zadawała pytania z szybkością karabinu maszynowego.
Zniecierpliwiony odsunąłem ją lekko od siebie.
- Spokojnie kobieto! – powiedziałem nieco zdziwiony – Po pierwsze tak, po drugie tak, po trzecie  tak, a po czwarte: chciałbym.
Podbiegła znowu do mnie i chwyciła mnie za rękę, więc troszkę się speszyłem.
- Musisz mi wszystko o niej opowiedzieć!  Najlepiej na kolejnym postoju! I pamiętaj! Nie próbuj uciekać! – powiedziała pokazując dwoma palcami na swoje oczy a potem na mnie.
- O-Okej –powiedziałem z rękami w obronnym geście - Jak sobie życzysz.
Od czasu tego wydarzenia w lesie, Asada nie odezwała się do nas. Szła troszkę za nami wyraźnie zamyślona. Postanowiliśmy z Rinem, że damy jej na razie spokój.
Póki co, oboje zastanawialiśmy się czy Shino naprawdę jest nieśmiała.
Może po prostu na początku nie umie się przełamać?
No cóż. Pożyjemy zobaczymy!
Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Rina.
- O co właściwie chodziło?
-Chodzi ci o moje pytanie?
Pokiwał twierdząco głową.
-No bo wiesz, jak się wtedy wściekła to zaczęła mi kogoś przypominać.  Znasz ucznia Tsunade-baachan?
-Haruno-san? To ona ma na imię Sakura? Myślałem, że to facet! – zapytał zdziwiony.
- Zorientowany jak zawsze – powiedziałem z uśmiechem.
- Znamy się dopiero pół dnia a ty już mnie przejrzałeś? – zapytał z niedowierzaniem.
- No cóż…
- A, Właśnie! – powiedział nagle – Dzięki, że nas wtedy uratowałeś.
- Co?
- No jak Shino-chan się wtedy wściekła. Jakbyś się jej nie zapytał o Sakurę-san, to nie było by co z nas zbierać.
- Shino-chan? – powiedziałem z chytrym uśmieszkiem – Czyżbym o czymś nie wiedział?
Popatrzył się na mnie przez chwilę nie rozumiejąc.
Błysk zrozumienia i twarz Rina nabrała koloru.
- T-To n-nie t-tak! Ja tylko…
- Hahaha! – powiedziałem łapiąc się za brzuch – Aleś ty wstydliwy!
Nagle Okumura wpadł na jakiś pomysł.
- A co u ciebie i Sakury-CHAN? – powiedział  z perfidnym uśmieszkiem.
- Teme… Nieczysto pogrywasz – powiedziałem z udawanym bólem.
I oboje się roześmialiśmy!
Gdy atak wesołości już minął, postanowiłem spytać o coś Okumurę.
- Tak właściwie, to jak tym bandytom udało się was złapać? – zapytałem zaciekawiony.
- No cóż – zamyślił się na chwilę – Przez pewien czas szukaliśmy po okolicy, pytając mieszkańców wiosek czy nie znają wejścia do kryjówki. Najwyraźniej bandyci się o tym dowiedzieli.
Pewnego razu przyszedł do nas jakiś facet i powiedział, że zaprowadzi nas do kryjówki bandytów.
Oczywiście wszyscy poszliśmy za nim. Gdybym tylko wiedział, że to pułapka.
To był chyba jeden z bandytów. Zaprowadził nas do jednej z grot i uciekł zamykając metalowe drzwi.
Szybko byśmy sobie z nimi poradzili, gdyby nie wpuścili jakiegoś gazu zanim zdążyliśmy zareagować.
Gdy się ocknąłem,  siedziałem przykuty do ściany kajdanami z metalu wysysającego chakrę.
Po jakimś tygodniu chyba dodali nam coś odurzającego do jedzenia bo straciłem poczytalność.
Jak się ocknąłem to było już po wszystkim.
Widać było, że nie jest z siebie dumny. Poklepałem go pocieszająco po plecach.
- Uspokój się Rin, zdarza się najlepszym. Po za tym jesteś wspaniałym kapitanem!
Uśmiechnął się lekko.
-Tak naprawdę to nie jestem kapitanem.
- Co? – teraz to nie wiedziałem co powiedzieć.
- Nasz kapitan dostał silnej reakcji alergicznej przez ten gaz, czy coś takiego. Potrzebowaliśmy dowódcy, ale nikt nie chciał się zgłosić. Postanowiłem więc spróbować, ale nie wyszło.
- Pewien facet powiedział mi kiedyś… - zacząłem po dłuższej chwili - …że porażki są bardziej wartościowe niż zwycięstwa. Dzięki przegranych wiesz co jeszcze musisz poprawić a zwycięstwa tylko karmią twoje ego.
- Łał – powiedział z przesadnym zdumieniem  - Mózg ci się nie przegrzał?
I znowu wybuch śmiechu. Nienawidzę tego gościa.
Nagle przed nami zaczęła wyłaniać się otwarta przestrzeń.
Kakashi niespodziewanie pojawił się obok nas.

- Witamy w Wiosce Tsurī.



============================================================
Niestety tym razem troszkę krócej ;c . Nie mogłam ostatnio pisać z powodu nawału kartkówek i sprawdzianów. Planowałam, żeby ten rozdział był troszkę dłuższy, ale chciałam wam złożyć naprędce sklecone świąteczne życzenia :P .

Chciałabym wraz z drużyną Siódmą życzyć Wam:
    Jajka smacznego,
Dyngusa mokrego,
Pisanki ślicznej,
Wiosny magicznej!

I tak na koniec: 
Dziękuję wszystkim osobom, które komentowały rozdziały. Naprawdę, bardzo to doceniam :)
WESOŁYCH ŚWIĄT!  :D