piątek, 29 grudnia 2017

[Rozdział 12]

Gdy, nieco zregenerowałem swoje siły, postanowiłem zająć się swoim łokciem i kilkoma mniejszymi ranami. Nie chciałem zawracać głowy miejscowemu medykowi, miał teraz coś o wiele ważniejszego do zrobienia. Wyciągnąłem wszystko, co zostało z mojego zestawu pierwszej pomocy i zająłem się opatrywaniem.
Udało mi się skończyć po jakichś 30 minutach. Zauważyłem, że do zachodu słońca pozostało jeszcze trochę czasu. Udałem się więc do w stronę kupy głazów, aby wyciągnąć ciało tego stworzenia.
- Tym razem upewnię się, że niczego nie spieprzę - powiedziałem zdeterminowany.
Znalazłem miejsce, w którym wystawały szczątki mojego ziemnego muru.
Zacząłem odgarniać kamienie i po chwili moim oczom ukazała się ręka pokryta futrem.
Nie wyczuwałem z niej żadnej czakry, lecz na wszelki wypadek rzuciłem w nią małym kamyczkiem,
tak dla pewności.
Gdy po minucie nadal nic się nie stało, kontynuowałem odkrywanie szczątków.
Po dłuższym czasie udało mi się odsłonić całe ciało. Widok był dość masakryczny,
z płaszcza praktycznie nic nie zostało. Ciało w wielu miejscach było zmiażdżone lub nienaturalnie wykrzywione. Delikatnie wyciągnąłem szczątki i zaciągnąłem je na trawę. Z kilku gałęzi i mojego płaszcza sporządziłem prowizoryczne nosze i ułożyłem na nich ciało.
Obwiązałem je sznurem i usiadłem obok na trawie.
- Musiało być ci ciężko - powiedziałem patrząc na zachodzące słońce - w końcu nikt nie lubi odmieńców.


XXX


-Gdzie jest to wejście? - pomyślałem zirytowany - zaraz się ściemni.
Wytężałem swój wzrok już od jakichś 30 minut, szukając ukrytej bazy. Według moich informacji, wejście powinno być gdzieś niedaleko. Popatrzyłem się na czerwonowłosą okularnice, niestety ona też jeszcze nic nie znalazła. Kręciła swoimi czterema literami, rozglądając się po krzakach.
Zirytowany przejechałem dłonią po twarzy. Przecież nikt nie może być tak głupi, żeby ukryć wejście w tak oczywistym miejscu, na pewno jest gdzieś zabezpieczone potężnym genjutsu.
Już miałem podejść do tej czerwonej krowy, żeby jej wygarnąć, kiedy ta nagle wydała z siebie okrzyk radości.
- Znalazłam! Chodź szybko, tu jest wejście!
Popatrzyłem się zszokowany na miejsce w które wskazywała. Rzeczywiście, widać było zarys klapy prowadzącej w głąb podłoża.
- Najwyraźniej najciemniej jest pod latarnią - pomyślałem kręcąc głową.
Odsunąłem  zbieraninę liści i otworzyłem właz.
Moim oczom ukazał się ciemny tunel wraz z drabiną. Dałem znak czerwonej, żeby poczekała chwilkę na zewnątrz, po czym wskoczyłem do dziury.

...

Gdy wylądowałem na dnie, moim oczom ukazał się długi ciemny korytarz. Uśmiechnąłem się pod nosem i przyłożyłem dłoń do ściany. Każdy, kto poszedłby dalej, zostałby po chwili uśmiercony potężną dawką prądu. 
Mnie to nie dotyczyło, na szczęście nie zaliczam się do słabego ludzkiego gatunku i moje zmysły potrafią wyczuć pewnego rodzaju anomalie w ścianie. 
Gdy posłałem moją chakre w ślad za przewodami udało mi się dotrzeć do urządzenia generującego, które szybko zneutralizowałem.
Jestem pewien, że gdzieś musiał być ukryty przełącznik, ale tak było o wiele szybciej.

Po przeskanowaniu dalszych części terenu, pewnie wkroczyłem w korytarz.
Po około 5 min dotarłem do małego pomieszczenia, w którym korytarz rozchodził się na 4 szersze przejścia.
Tym razem posłałem moją chakre bezpośrednio w przestrzeń wywołując efekt podobny do echolokacji używanej przez nietoperze, z tą tylko różnicą, że dzięki mojej metodzie mogłem odkryć znacznie więcej niż te prymitywne stworzenia.
Nie wybrałem żadnego z korytarzy, zamiast tego bez zastanowienia skierowałem się w stronę  prawej ściany, w której nie było wejścia do żadnego z czterech korytarzy.
Gdy przeszedłem przez niematerialną ścianę, moim oczom ukazało się obszerne pomieszczenie, w którym pełno było urządzeń nieznanego mi przeznaczenia. Większość z nich była znacznie uszkodzona prawdopodobnie z powodu średniej wielkości wybuchu, o czym świadczyły liczne ślady osmalenia oraz szkło odrzucone w kierunku odwrotnym do prawdopodobnego centrum wybuchu. Nie wyglądało to na celową eksplozję, raczej na wypadek przy pracy.
Gdy rozejrzałem się już na miejscu, postanowiłem zabrać rzecz, po którą tu przyszedłem.
- Łatwizna! - powiedziałem zgarniając przedmiot do kieszeni i kierując się w stronę wyjścia.
Gdy "przeszedłem" przez ścianę zobaczyłem tą czterooką krowę. Opierała się o przeciwległą ścianę z założonymi rękami.
- Jak już tu przyszła to szkoda, że nie chciała się oprzeć o tą drugą, hahah - pomyślałem.
Najwyraźniej nie zdziwiło jej moje nagłe pojawienie się, no trudno.
- Skończyłeś już? - zapytała.
- Dlaczego nie czekasz na górze? - zapytałem lekko poirytowany - Po to jej wydałem rozkaz, żeby go wykonała do cholery.
- Jesteś ostatnią osobą, od której chciałabym otrzymywać rozkazy - powiedziała odwracając głowę obrażona.
- Ciesz się, że po drodze zneutralizowałem pułapki. Gdyby nie to, awansowałabyś z czerwonej krowy na pieczoną - powiedziałem zaciskając pięści.
Ona tylko prychnęła obrażona i skierowała się w stronę wyjścia.
- Spokojnie... - powiedziałem sobie w myślach - jeszcze tylko chwila i nie będę potrzebował ich pomocy.
- Ejjj... - zaczęła czterooka - jak myślisz... Czy Sasuke-kun będzie ze mnie dumny?
- Czy ja ci wyglądam na Sasuke? Skąd mam wiedzieć?
- Jeeeju! Zapytałam się tylko - powiedziała pokazując mi język.
- Przypomnij sobie, że Sasuke oceni cię też na podstawie mojej opinii - powiedziałem patrząc na nią złośliwie.
Czerwonowłosa w jednym momencie zrobiła wielkie oczy.
- N-nie zrobisz mi tego prawda?  Przecież jesteśmy wspólnikami... Ej!


>>>><<<<


Notatka jest krótsza, ponieważ chciałam ją wrzucić przed świętami, niestety zaczęłam pomagać w przygotowaniach i tak to się skończyło. Wrzucam więc ją teraz, żeby przynajmniej przed sylwestrem zdążyć :D

I jak? 😄 Tym razem wielka niespodzianka! 
Kto jest tą tajemniczą postacią, która cały czas obraża Karin? Dlaczego współpracuje z Sasuke?
Tego wszystkiego dowiecie się w kolejnych częściach ;)


P.S. 1
No troszkę spóźnione, ale ważne, że jest XD
Wesołych Świąt wszystkim życzę! I udanego Sylwestra! ;)
P.S. 2
Postanowiłam zmienić swój nick ponieważ poprzednia nazwa nie była zbyt kreatywna. 😆

sobota, 25 listopada 2017

[Rozdział 11]

Przetarłem podrażnione powieki i podniosłem się z łóżka. Za 40 minut muszę być pod bramą, więc pasowałoby się pośpieszyć. Niedbałym ruchem otworzyłem drzwi do łazienki i zacząłem się ogarniać. Potem ruszyłem do swojego pokoju aby wcisnąć się w mój strój na misje.
Gdy skończyłem, złapałem ze stołu resztkę sucharka z wczorajszej kolacji  i rzuciłem się do drzwi.
Mam co prawda jeszcze troszkę czasu, ale poranny truchcik jeszcze nikomu nie zaszkodził.
Zanim zamknąłem wrota do swojego królestwa, rzuciłem jeszcze wzrokiem na komodę, w której ukryta była brązowa koperta.
Zmarszczyłem brwi i odwróciłem wzrok. Pieniądze rzeczywiście szczęścia nie dają.

...

-Cholera - rzuciłem ściskając się za zakrwawione ramię. Z mojego prawego rękawa zostały już tylko smętne szczątki. Z głębokiej rany znajdującej się blisko łokcia, cały czas wypływały potoki ciemnoczerwonej cieczy. Rozcięcie na łuku brwiowym wyłączyło z gry moje prawe oko.
Słyszałem jego kroki, powoli zbliżał się do mojej kryjówki
- Cholera! - pomyślałem. To miało być rutynowe zlecenie,
coś zabijało w okolicznej wiosce zwierzęta. Wraz z dwójką innych shinobi zostaliśmy oddelegowani do zbadania sprawy. Miało być szybko i prosto. Wytropić kryjówkę zwierzęcia, a następnie je wyeliminować. Pierwsza część przebiegła bez problemów, ale w drugiej wszystko się posypało.
Nikt z nas nie przewidział, że to się tak skończy. Gdy tylko zbliżyliśmy się do legowiska, jakiś czarny kształt zaatakował jednego z naszych i wciągnął go w głąb jamy. Jedyne co zdążyłem zauważyć to wyraźny ślad krwi prowadzący w głąb dziury. Rzuciłem szybko okiem na kałużę czerwonej cieczy i zdałem sobie sprawę, że trzeba się śpieszyć.
- Musimy ruszać! Zwierzę prawdopodobnie przegryzło mu tętnice. Długo tak nie wytrzyma! - krzyknąłem odwracając się do ocalałego towarzysza. Shinobi imieniem Renjiro popatrzył się na mnie z przerażeniem w oczach. Doskonale go rozumiałem. Obydwaj nie byli zbyt doświadczeni. On i jego brat bliźniak. To w końcu miała być mało wymagająca misja.
- C-chodźmy, musimy go uratować! - powiedział zaciskając pięści. Widać było, jak bardzo stara się przezwyciężyć trawiące go uczucie strachu. Spojrzałem na niego i powiedziałem:
- Dla ciebie mam inne zadanie - powiedziałem poważnym głosem - Musisz jak najszybciej ruszyć po wsparcie! Bez tego nie uratujemy twojego brata! Ruszaj!
Nie czekając na odpowiedź, wbiegłem do jaskini.
Nieco wąski korytarz po około 400 metrach i kilku zakrętach zamienił się w niewielką jaskinię pełną stalaktytów i stalagmitów.
Gdy tylko dotarłem do najbliższej osłony, zacząłem uważnie nasłuchiwać. Po chwili przerażającej ciszy, usłyszałem trzask a potem odgłos rwących się ścięgien. Z przerażeniem zdałem sobie sprawę ze znaczenia tych dźwięków.
Porzuciłem swoją kryjówkę i  możliwe jak najciszej pognałem do źródła dźwięków. Musiałem działać szybko, gdy tylko zauważyłem ruch po swojej lewej stronie, bez zastanowienia rzuciłem w tamtą stronę kunaiem. Nie było możliwości pomyłki, shinobi na pewno był teraz nieprzytomny.
- Najlepiej, żeby był tylko nieprzytomny - pomyślałem posyłając kolejny rzut w stronę tajemniczego kształtu. Zwierzę przeraźliwe zawyło, gdy dwa kunaie utknęły w jego grzbiecie, a przynajmniej chciałbym, żeby to było zwierzę.
Zobaczyłem humanoidalną postać odskakującą od ciała z przeraźliwym piskiem. Spod zniszczonej peleryny, wyłaniały się kończyny o ludzkich kształtach, nieco przypominające psie. Były gęsto porośnięte włosami, a w miejscu paznokci pojawiły się długie poszarpane pazury. Najgorsza jednak była twarz, a przynajmniej to co powinno być na jej miejscu. Mimo przebijąjących się ludzkich rysów, dominowały na niej długie kły zakrzywione w dół, które wychodziły z ust. Buzia była bardziej wysunięta do przodu, przez co bardziej przypominała pysk, całą twarz pokrywała gęsta, czarna sierść.
Najbardziej jednak wyróżniały się oczy świecące spod zniszczonego kaptura. Neonową tęczówkę, przecinała pionowa źrenica, znacznie zwężona, oczy wręcz emanowały wściekłością zranionego zwierzęcia. Zerknąłęm jeszcze na ciało leżąco nieco dalej na lewo. Z kikuta lewego ramienia i draśniętej szyi wylewała się krew zabarwiając sporą część posadzki.
Z trudem przełknąłem ślinę.
- Muszę się pośpieszyć! Inaczej nie będę mógł spojrzeć w oczy Renjiro! - krzyknąłem w myślach!
Wskoczyłem w sam środek aby odgrodzić drapieżnika od ofiary. Gdyby nie to, że muszę go uratować, nie wiem czy dałbym radę się ruszyć pod wpływem tego spojrzenia.
Nie zdążyłem nawet porządnie wylądować, gdy stwór ruszył na mnie z wściekłością.
Jego ruchy były gwałtowne i instynktowne, nie wspominając już nawet o przytłaczającej prędkości ciosów. Jego stylu walki nie dało się do niczego przyrównać. Co prawda niektóre ruchy przypominały ciosy Taijutsu, lecz dominował w nich dziki instynkt.
W pewnym momencie wpadłem na pomysł.
- Doton : Doryuheki!
W jaskini wyrósł szeroki mur i uwięził stwora w rogu jaskini. Wykorzystałem tę chwilę i po uzyskaniu bezpiecznej odległości wszedłem w tryb mędrca.
Zrobiłem to w samą porę, bestia właśnie przebiła się przez mur. Pokrywała ją niebieska powłoka, prawdopodobnie czakra. Stwór stał na dwóch nogach i głośno dyszał.
- Czyli jednak jesteś człowiekiem... - powiedziałem przyjmując postawę do Kawazu Kumite - a przynajmniej byłeś...
Zatrzymał się na chwilę i spojrzał na mnie przekrzywiając łeb/głowę, sam nie wiem jak to nazwać.
Najwyraźniej instynktownie wyczuł we mnie jakąś zmianę, pomijając wygląd.
Przez kilka sekund mierzył mnie wzrokiem, po czym skoczył w moją stronę z wyciągniętymi kończynami.
Zrobiłem unik obracając się na lewej nodze i uderzyłem go w kark łokciem. Potoczył się po ziemi po czym wstał jak gdyby nigdy nic. Kawazu Kumite powinno przynajmniej go oszołomić, nie wspominając już o tym, że mój łokieć pulsował teraz bólem, tak jakby uderzył w coś twardego.
- W takim razie trzeba go załatwić od frontu! - rzuciłem sam do siebie i ruszyłem na przeciwnika.
Niebezpiecznie będzie pozwolić mu na dalsze szarżowanie. W biegu wyciągnąłem z torby kunaia, którym zablokowałem nadchodzące zęby i wymierzyłem kolanem w lewe płuco. Tym razem zadziałało, obróciłem się na ręce posyłając go kopniakiem w ścianę. Zanim zdążył się pozbierać, ponownie użyłem Doryuheki, a następnie posłałem rasengana blisko miejsca, gdzie krawędź muru prawie stykała się z sufitem, aby zawalić strop jaskini na tego stwora.
Nawet się nie oglądałem, nie miałem czasu. Szybko ruszyłem w stronę brata Renjiro, zarzuciłem go sobie na ramiona i rzuciłem się w stronę wyjścia. Usłyszałem głośny huk, tumany pyłu wzbiły się w powietrze. Gdy tylko udało mi się wyskoczyć na zewnątrz, wejście do jaskini również się zawaliło.
Oparłem rannego o niewielkie drzewo i przyłożyłem dwa palce do szyi.
- Jest cholernie słaby - pomyślałem poddenerwowany. Szybko wyciągnąłem z torby zestaw do pierwszej pomocy. Zdezynfekowałem ranę na szyi i to co pozostało z ręki. Następnie szybko użyłem bandaża i zatamowałem krwawienie.
Nic więcej nie mogłem zrobić. Z każdą upływającą sekundą coraz bardziej boleśnie to odczuwałem.
- Gdzie jest to wsparcie?! - właśnie gdy to pomyślałem, zza horyzontu wyłoniło się pięć postaci.
Na czele biegł Renjiro, za nim podążało trzech wieśniaków i ktoś wyglądający na medyka!
Zacząłem wymachiwać rękami i krzyczeć, aby zwrócić ich uwagę.
Gdy tylko do nas dotarli, medyk niezwłocznie rozpoczął oględziny, nieprzytomnego shinobi.
Renjiro stał nad swoim bratem i patrzył nieprzytomnym wzrokiem na kikut ręki swojego brata.
Nie mogę za bardzo, opisać co wtedy poczułem.
Obiecałem, że uratuję jego brata, powiedziałem to tak jakby to była najprostsza rzecz na świecie. Co ja sobie wtedy myślałem?!
- Na razie upływ krwi został zatamowany, lecz trzeba niezwłocznie udzielić mu profesjonalnej pomocy. Z narzędziami które mam przy sobie, nie zdziałam za wiele. Musimy niezwłocznie wrócić do wioski!
Wieśniacy szybko sporządzili prowizoryczne nosze i ostrożnie przenieśli na nie rannego.
Chciałem się zaofiarować aby nieść nosze, lecz Renjiro popatrzył na mnie chłodnym wzrokiem.
- Nie ma takiej potrzeby, już wystarczająco dużo spieprzyłeś - powiedział patrząc na mnie ze łzami w oczach i podniósł nosze wraz z jednym z wieśniaków.
Chciałem coś powiedzieć, lecz nie wiedziałem co. Nawet jeśli jego bratu uda się przeżyć, to utrata ręki może znacznie utrudnić mu życie, raczej nie będzie już mógł pozostać shinobi.
Popatrzyłem jak grupa, wraz z noszami znika za horyzontem i zwróciłem się w stronę tego co pozostało z nory stwora.
W środku nie zauważyłem żadnego innego korytarza oprócz tego z wejściem ale wolałem się upewnić. Przeszukałem teren w promieniu kilometra od jaskini lecz nie zauważyłem, niczego co mogłoby potwierdzić moje podejrzenia. Gdy wróciłem w to samo miejsce, przywołałem żabkę aby zaniosła wiadomość do wioski. Trzeba niezwłocznie zbadać pozostałości stwora. Gdy posłaniec zniknął w krzakach, usiadłem pod drzewem i zacząłem rozmyślać.
Humanoidalne kształy i zwierzęce cechy. I jeszcze ruchy przypominające konoszańskie taiijutsu. Ta osoba musiała być kiedyś shinobi, kto mógł zrobić coś takiego?



>>>><<<<



W końcu jest!! Nowy cieplutki rozdział :D
Niestety tym razem nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, nie bijcie :(



piątek, 25 sierpnia 2017

Rozdział [10]

-"Piwnica zdołała przetrwać", co? - po raz setny powtórzyłem to zdanie w myślach.
Minął już miesiąc odkąd to usłyszałem. Mimo tak dużego odstępu czasu, zdanie to cały czas rozbrzmiewało mi w głowie. Na misji, w markecie, w domu. Nosz kurde, nawet we śnie słyszałem je cały czas.
Okazało się, że niedawno pewna Konoszańska rodzina postanowiła odremontować swoją piwniczkę i nieco ją powiększyć. Podczas pracy robotnicy natknęli się na betonową ścianę. Na początku myślano, że po prostu dokopali się do piwnicy sąsiada z powodu błędnych wyliczeń. Jakież było ich zdziwienie gdy mężczyzna powiedział, że jego dom nie jest podpiwniczony. Wtedy postanowiono przebić się przez betonową ścianę i sprawdzić co jest w środku. Okazało się jednak, że pomieszczenie za ścianą jest chronione bardzo silną pieczęcią. Jeden z robotników musiał zostać odesłany do szpitala. Po tym wszystkim, sprawą zajęło się biuro Hokage.
Po dokładnym zbadaniu starych map, udało się ustalić poprzednich właścicieli działki. Okazało się, że byli nimi moi rodzice. Shinobi posłani do sprawdzenia pieczęci ustalili, że jedynie ktoś spokrewniony z Minato Namikaze może złamać pieczęć. Niestety nie jest to takie proste jakby się wydawało. Sama krew nie wystarczy, muszę się stać specjalistą od pieczęci przynajmniej na takim samym poziomie jak mój ojciec. Na domiar złego właściciele uznali że nie chcą tam mieszkać mając coś takiego na działce. Ktoś im nagadał, że takie stare pieczęcie są niestabilne i mogą wybuchnąć w każdej chwili, więc chcą sprzedać dom z działką jak najszybciej. Ze wszystkimi oszczędnościami jakie miałem udało mi się zapłacić jakieś 10% procent wymaganej kwoty. Powiedzieli że mam czas do końca roku (jakieś 5 miesięcy) i potem sprzedają to komu innemu. Do tego czasu będą mieszkać u rodziny po drugiej stronie miasta.
Od tego czasu biorę misje jak szalony i w międzyczasie uczę się o pieczęciach. Hokage przedstawiła mi jakiegoś nazbyt energetycznego staruszka, który za każdy błąd  leje mnie po głowie.
Jakieś 3 razy prawie mnie zabili, ale przynajmniej uzbierałem już kolejne 15 % ceny, więc może uda mi się wyrobić na czas. Nie pamiętam już nawet, kiedy ostatnio byłem na Ramenie u staruszka. Od miesiąca jadę na racjach żywnościowych shinobi i zupkach w proszku.
- Wszystko dla wyższego celu - powiedziałem do siebie i zasunąłem plecak, który brałem na misje.
Założyłem moje buciczki i wybyłem z domu na kolejną misję. Tym razem miałem ochraniać jakiegoś bogatego kupca.
- Jakby to powiedział Shikamaru: Jakie to upierdliwe - rzuciłem uśmiechając się pod nosem i ruszyłem w stronę bramy wioski.

XXX

Siedziałam na swoim łóżku wpatrując się ze złością w kartkę. Prowadząc śledztwo w sprawie Naruto
postanowiłam narysować sobie tzw. mapę myśli, ale nie potrafiłam połączyć zebranych wątków.
- Spokojnie Sakura - powiedziałam biorąc głęboki wdech - Zacznijmy jeszcze raz od początku.
Wszystko zaczęło się od kiedy Naruto wrócił z misji. To znaczy, że coś się tam musiało wydarzyć.
Niestety, ani Hokage ani Kakashi nie wiedzą o co może chodzić - powiedziałam zakreślając kolejne kółko wokół słowa "misja" -lub nie chcą powiedzieć.
No i jest jeszcze ta sprawa w markecie. Podobno Naruto kłócił się o coś z kasjerką i raczej nie chodziło o zakupy. Szkoda tylko, że jak zwykle nie wiadomo o co się dokładnie pokłócili, a kasjerka nie chce nic powiedzieć.
Potem wizyta w biurze Hokage - powiedziałam zakreślając wyraz "Hokage"- Od spotkania z Tsunade-sama, Naruto cały czas bierze misje i znika na całe dnie  z wioski.
W tym wypadku Hokage od razu powiedziała, że jest to niestety sprawa prywatna i tylko Naruto może mi coś o tym powiedzieć. W dodatku dość często odwiedza siedzibę głowy wioski, ale w tym wypadku też jest jakaś zmowa milczenia - powiedziałam rzucając kartką na podłogę - to nie ma sensu.

XXX

Hokage zgarnęła mnie na chwilę przed zajęciami ze staruszkiem Jiro. Coś czuję, że powrót na lekcje będzie bolesny.
- O co chodzi czcigodna Hokage? - powiedziałem z uśmiechem.
- Muszę cię powiadomić o postanowieniu rady - powiedziała nadal prowadząc mnie w stronę swojego gabinetu.
W pewnym momencie minęliśmy tak znane mi drzwi i ruszyliśmy w stronę zakrętu korytarza.
Skierowałem zdziwione spojrzenie na plecy głowy wioski. Nadal poruszała się w tylko sobie znanym kierunku, nie kłopocząc się nawet jakimikolwiek wyjaśnieniami.
Już miałem się zapytać, co tu się dzieje, kiedy nagle zatrzymaliśmy się przed niepozornymi drzwiami z napisem "archiwum". Tsunade bez wahania weszła do środka, wcisnęła jakiś przycisk i moim oczom ukazało się wejście w ścianie z wielkimi metalowymi drzwiami.
Hokage otworzyła je i gestem nakazała mi wejść do środka.
Był to prosty pokój z ciemnozielonymi ścianami, na których znajdowały się znane mi znaki. Dzięki nim nikt z zewnątrz nie usłyszy o czym będziemy rozmawiać. Czyli sprawa jest poważna.
Jedynymi meblami w pomieszczeniu były proste krzesła i drewniany, prostokątny stół na którym stała prosta lampa.
Usiadłem naprzeciwko Blondynki, która wpatrywała się we mnie w milczeniu, zasłaniając twarz splecionymi dłońmi. Zaczekała, aż usadowię się w miarę wygodnie i zaczęła tak wyczekiwaną przeze mnie rozmowę.
- Zanim zaczniemy - zaczęła, podnosząc palec do góry - jesteśmy tu, ponieważ to co ci mam powiedzieć jest informacją poufną, rozumiesz?
Skierowała na mnie wyczekujące spojrzenie. Przytaknąłem zdenerwowany nie będąc w stanie wyraźnie odpowiedzieć. Z każdym jej słowem czułem się coraz bardziej zestresowany. O co może chodzić?
-To bardzo dobrze, że się rozumiemy - powiedziała przymykając powieki - a teraz, wracając do tematu...
Na pewno pamiętasz jakie warunki trzeba spełnić aby złamać pieczęć prowadzącą do piwnicy...
Otóż okazało się że warunki nie są takie same jak na początku zakładaliśmy. Po pierwsze,
do złamania pieczęci wcale nie jesteś potrzebny ty, tylko twoja krew. Czyli w gruncie rzeczy otworzyć może ją każdy kto ma tak samą wiedzę z tej dziedziny co twój ojciec. Potrzebuje do tego tylko twojej krwi. Myślę, że powinieneś już wiedzieć co to oznacza - powiedziała ponownie kierując na mnie swoje brązowe tęczówki - Rada już postanowiła. Domy wraz z działkami zostały już zakupione z funduszy wioski.  Rada zastrzega sobie pierwszeństwo do materiałów mogących przysłużyć się dobru wioski. Czyli tak naprawdę tobie nie zostanie już nic. Nie wspominając już o tym, że piwnica znajduje się połowicznie na drugiej działce, więc musiałbyś kupić obydwie.
Co z twoimi zarobkami nie zdarzyłoby się szybko.

.
.
.

Szukałem na twarzy Hokage jakichkolwiek śladów potwierdzających, że żartuje. DO JASNEJ CHOLERY! Chociażby mała oznaka współczucia by mi wystarczyła. Nie było nic, tylko te uporczywe brązowe tęczówki.
- Rozumiem - powiedziałem zachrypniętym głosem wstając od stołu- Czy to już wszystko?
- Jeszcze kilka spraw.
Twoje lekcje z panem Jiro zostały anulowane z wiadomej przyczyny.
Tu jest twoja zaliczka którą wpłaciłeś za działkę - powiedziała podsuwając mi brązową kopertę. To tyle. Możesz już iść.
- Rozumiem - powiedziałem cicho chowając twarz za grzywką - Do widzenia Hokage-sama.
Ukłoniłem się w geście szacunku, zgarnąłem pieniądze do kieszeni i szybkim krokiem wyszedłem z tego pomieszczenia. Było mi duszno, czułem się jakby ściany chciały mnie przygnieść, musiałem szybko wyjść z tego budynku. Dusiłem łzy, które natarczywie próbowały mi wyskoczyć z pod powiek i błagałem Boga, żebym zdążył znaleźć się w jakimś odludnym miejscu zanim moje opanowanie całkowicie się rozsypie.
Szybko otworzyłem drzwi prowadzące na dziedziniec, zbiegłem ze schodów i nagle zderzyłem się z Sakurą.

XXX

- Uważaj jak idziesz idioto - powiedziałam podnosząc się z ziemi i otrzepując z kurzu.
- Sory Sakura-chan, ale naprawdę się teraz śpieszę - krzyknął blondynek odwracając się żeby uciec.
- Zaraz zaraz - powiedziałam łapiąc go za bluzę - myślę, że muszę z tobą porozmawiać. Nie masz może ochoty żeby zaprosić mnie na ramen? - mówiąc to, zauważyłam dość duży plik banknotów wystający z koperty znajdującej się w jego kieszeni - Oooo! Widzę, że branie misji jak szalony w końcu się opłaciło, dzięki temu objesz się w Ichiraku jak nigdy! - zażartowałam.
- Hah ha, taaa - zaśmiał się sucho - Sorki, ale dzisiaj naprawdę nie mogę.
Popatrzyłam na niego skonsternowana. Cały czas był odwrócony do mnie plecami, więc nie widziałam jego twarzy. I gdzie mu kurdelebele tak się śpieszy?!
- Naruto...
- Puść mnie - powiedział cicho.
- O nie! Nigdzie cię nie puszczę dopóki mi czegoś nie wytłumaczysz i...
- Puść mnie KURWA! - krzyknął i w końcu zobaczyłam jego twarz gdy obrócił się żeby uwolnić swoje ubranie.
Znowu łzy? - pomyślałam zdumiona puszczając jego bluzę.
W jego oczach pojawił się błysk przerażenia, gdy zdał sobie sprawę z tego co zobaczyłam.
Obrócił się szybo i zniknął między zabudowaniami.
Stałam oniemiała patrząc się tam gdzie zniknął.
- Naruto, co się z tobą dzieje... - powiedziałam szeptem powstrzymując się od szlochu.







>>>><<<<

No i znowu zakończyłam w tak ważnym momencie! Co jak co, ale do tego mam talent :P
Może mnie w dziale reklam na Polsacie zatrudnią XD
Żeby troszkę odpokutować ten długi przestój postanowiłam, że trochę przyśpieszymy tempo.
Planowałam nadrobić zaległości na blogu w wakacje, ale nieoczekiwanie w swoje żelazne szpony pochwycił mnie wirus wątroby i już od początku czerwca balowałam na szpitalnych salonach :D.
Na szczęście teraz jest już lepiej :D

Do zobaczenia! 👋



niedziela, 12 marca 2017

[Rozdział 9]

Wpatrywałam się w te smutne, niebieskie oczy i coraz bardziej nie wierzyłam, że to co widzę jest prawdziwe.
 Naruto? Ten Naruto? Ksywka wiecznie wesołego śmieszka jeszcze nigdy tak bardzo nie różniła się od rzeczywistości. Coraz bardziej martwiła mnie jego mina. Postanowiłam, że na razie schowam się na drzewie i przez chwilę go poobserwuję.


XXX


To była chwila. Na sekundę spuściłem gardę i to się stało. Obraz stał się nie wyraźny, na policzkach poczułem spływające łzy. Zaskoczony dotknąłem moich mokrych policzków.
-"Dlaczego akurat teraz?", "Niech one przestaną płynąć!" - powtarzałem sobie w myślach. Jak na złość, z moich kanalików wypływało ich coraz więcej. Usiadłem na ziemi, a potem położyłem się na plecach. Zakryłem oczy dłońmi. Nie chciałem już nic widzieć.


XXX

Naruto płakał przez jakieś 10 minut a potem usnął.  Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Co się mogło stać? Może coś się wydarzyło na misji? Muszę się zapytać Tsunade-sama.
Po cichutku zeskoczyłam z gałęzi i zbliżyłam się do śpiącego blondynka. 
Oddychał nierówno, jakby męczył go jakiś koszmar. Miał czerwone od płaczu powieki.
Powoli wyciągnęłam koc, na którym chciałam usiąść podczas wkuwania. Rozwinęłam go i szczelnie okryłam nim Uzumakiego. Przynajmniej tyle mogłam dla niego zrobić. Uśmiechnęłam się do niego i wyszeptałam:
- Dobranoc śpiochu.
Podniosłam się z kolan i już miałam zamiar ruszyć w stronę wioski, gdy poczułam uścisk na nadgarstku.
- Już idziesz Sakura-chan? - powiedział z uśmiechem blondynek.
Popatrzyłam się na niego zdziwiona. Mimo nadal zaczerwienionych powiek zachowywał się jak zwykle.
-Coś nie tak Sakura-chan? - powiedział lekko zaniepokojony.
- N-nie, wszystko okej. - powiedziałam otrząsając się z niepokojących mnie myśli.
- Jak długo już tu jesteś? - powiedział starając się ukryć zmieszanie. Czyli jednak, coś było nie tak.
Normalnie zjechałabym go z góry na dół za przejmowanie się nieistotnymi rzeczami, ale teraz sprawa była poważna. Muszę to rozegrać ostrożnie.
- Dopiero co przyszłam - powiedziałam podirytowanym tonem - i cóż to moje piękne oczy widzą? Co to za opierdzielanie się na treningu?!
- Nie, ja tylko...
- Ja ci dam "ja tylko"! Rusz dupę, zostaniesz moim sparingpartnerem - powiedziałam zakładając moje czarne rękawiczki.
- CO?? - powiedział przerażony - nie, nie, nie. Sakura-chan! Nie będę już spał na treningach! Obiecuję! Proszę, nie! - złączył ręce w geście modlitwy.
- Chyba sobie żartujesz?! - powiedziałam chwytając go za fraki i rzucając na drugi koniec pola - I jeszcze jedno. Ty możesz używać tylko Taijuutsu
Uśmiechnęłam się złowieszczo widząc jego przerażoną minę. Niech się trochę rozrusza chłopina.
- ZACZYNAMY!

...


Po skopaniu mu dupy już z dziesiąty raz, zarządziłam przerwę.
-Nieźle sobie poradziłeś - powiedziałam do niego złośliwie.
- Dzięki Sakura-chan - powiedział nie łapiąc ironii. Całe jego ciało było w siniakach ale chyba tego nie zauważył. W sumie szkoda, że nie zdążyłam się pouczyć, ale jego samopoczucie jest ważniejsze. -Już dość się uczyłam- pomyślałam - dam sobie jutro radę!
- Sakura-chan? - z rozmyślań wyrwał mnie głos Naruto.
- Co jest? - zapytałam.
- Jutro masz ten ważny egzamin, nie? - powiedział szczerząc się do mnie.
- Nooo, tak
- To powodzenia - powiedział puszczając mi oczko.
- Dzięki - odpowiedziałam z uśmiechem 
- Nie ma za co. Dobra, czas już się zbierać - powiedział wstając z ziemi - Daj rękę.
Z małą pomocą Naruto zebrałam się z ziemi.
- Zaprosiłbym cię na ramen ale pewnie musisz się uczyć, więc zaproszę cię jak już zdasz - powiedział szczerząc się do mnie.
- Skąd ta pewność? Mogę nie zdać - powiedziałam śmiejąc się nerwowo. Niby się uczyłam ale nigdy nie wiadomo co wymyśli Tsunade-sama.
- To wtedy wykorzystaj metodę na słodkie oczka. Zawsze, gdy proszę Tsunade-obaachan o jakąś ciekawszą misję to po tej magicznej technice się zgadza.
-Ty mówisz całkiem poważnie? - powiedziałam kręcąc głową z niedowierzaniem - No dobra. Jak wszystko inne zawiedzie to zastosuję się do twojej rady..
Po zebraniu wszystkich naszych rzeczy ruszyliśmy w stronę wioski. Po drodze Naruto wypytywał mnie o egzamin. Jak długo się uczyłam, czy nie jestem zmęczona ciągłym wkuwaniem i tak dalej. Gdy doszliśmy do końca pola treningowego, każde z nas rozeszło się w swoją stronę. Muszę przyznać, że to spotkanie poprawiło mi humor.

XXX

Wędrowałem kolejnymi uliczkami Konohy coraz bardziej pogrążając się w rozmyślaniach. Całe szczęście, że Sakura nie widziała mojego "pokazu". Nie umiałbym jej racjonalnie wytłumaczyć dlaczego się rozkleiłem. A co do tej kasjerki... 
Muszę po prostu ciężko pracować, żeby ludzie nie postrzegali mnie jako potwora i wszystko będzie dobrze.

 ...


Po kilku dniach trenowania zgłosiłem się do biura Hokage po przydział nowej misji. Trenowałem wystarczająco ciężko by mieć pewność, że uchybienia związane z poprzednią się nie powtórzą.
Zgodnie z moim ostatnim postanowieniem uznałem, że nie wpadnę do środka bez pukania tak jak to robiłem wcześniej. Jednakże, część tego musiałem zachować. W końcu to już mój znak rozpoznawczy. Zapukałem do drzwi i po usłyszeniu głośnego: "wejść" wparowałem do środka.
- Ohayo Tsunade-obaachan! - zawołałem z uśmiechem. Hokage siedziała na swoim fotelu w delikatnie mówiąc nieciekawej pozie. Wyglądała jakby zaraz miała zjechać pod biurko.
- Oh, to ty Naruto - rzuciła jakby do siebie.
Popatrzyłem się na nią lekko zdezorientowany. Gdzie krzyk i prawy sierpowy? Zwykle za przezywanie jej od staruszek dostawałem dość mocno, a tu nagle zero reakcji.
- Czyżby ciężki dzień? - zapytałem szczerząc się do głowy wioski.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - powiedziała wzdychając i poprawiając się na fotelu - No dobrze,
co cię do mnie sprowadza?
- A ja myślałem, że może mnie Tsunade-obaachan pochwali, że się w końcu pukać nauczyłem -  powiedziałem z uśmiechem.
- Co to, to nie. Nawet psa można tak wytresować. Nie wiem czym się tak ekscytujesz - powiedziała ze złośliwym uśmieszkiem.
Popatrzyłem na nią oskarżycielskim wzrokiem.
- Okej. Tym razem wygrałaś.
-Dobra już dobra. Powiesz mi w końcu po co tu przyszedłeś?
-Już mówię - znowu się wyszczerzyłem - Po kilku dniach wolnego jestem już w pełni gotowy, żeby udać się na kolejną misję. 
Nie obraziłbym się gdyby to było coś ciekawszego od łapania kota.
- To na razie może poczekać - Tsunade wstała i podeszła do okna - mam pewną informację, która powinna cię zaciekawić.
Popatrzyłem się na nią zdezorientowany. Nie miałem zielonego pojęcia o co mogło chodzić.  Pozostało mi tylko czekać na ciąg dalszy.
- Pamiętasz, że Kyubi 16 lat temu zniszczył wioskę...
- Jak miałbym nie pamiętać, wtedy się urodziłem - zauważyłem z żalem.
Hokage skinęła głową i kontynuowała:
- W takim razie domyślasz się też pewnie, że gdzieś tam w wiosce, był dom twoich rodziców. Niestety, tak jak większość zabudowań został zniszczony przez lisiego demona.

Miałem kompletny mętlik w głowie. Nie wiedziałem do czego ona zmierza.

-... jednakże - kontynuowała Hokage - okazało się, że piwnica zdołała przetrwać.




---------------------------------------------------------------------------

W końcu mi się udało! (^-^) Jednak pisanie nadal idzie mi opornie. Wybaczcie za kolejne niedotrzymanie umowy. Powiedzmy że notka będzie się pojawiała co najmniej raz na miesiąc XD To już powinno mi się udać. 
Oczywiście jeśli moja leniwa wena postanowi się ogarnąć to notki będą się pojawiać częściej ale nic nie obiecuję. Zawsze mam coś innego do roboty, a to książkę przeczytać, coś narysować, anime do obejrzenia, czy zwyczajnie w coś zagrać :D Nigdy nie potrafiłam się na czymś skupić na dłużej. No trudno, może zobaczycie ostatnią notkę na emeryturze :P.
A póki co, do zobaczenia! :D

P.S
Dziękuję osobom, które zwróciły mi uwagę na nieprawidłowości związane z tym rozdziałem.
Przykro mi, że trwało to tak długo, ale jak spojrzalam na część 9 to uznałam, że przydałoby się trochę pozmieniać tu i tam. Koniec końców notka znacznie się wydłużyła, ale mam nadzieję, że nie będziecie mi mieć tego za złe ;)

środa, 8 marca 2017

[Rozdział 8]

Nie ma to jak w domciu!-powiedziałem otwierając drzwi.
Rzuciłem plecak pod ścianę i poszedłem do kuchni. Po przeszukaniu wszystkich szafek zdałem sobie sprawę, że jednak bez wizyty w sklepie się nie obejdzie.
- Jak mi się nie chce...- westchnąłem z rezygnacją i popatrzyłem w sufit. No nic, co ma być to będzie. Zabrałem mój ulubiony portfel z żabką i wyruszyłem na podbój spożywczaka.
Po dotarciu na miejsce skierowałem się oczywiście w stronę działu z daniami expresowymi. Wziąłem sobie spory zapas zupek a potem poszedłem na dział z owocami a następnie do kasy.
Wszystko było jak zwykle. Te same produkty, te samo wnętrze, nawet ta sama kasjerka.
Właśnie, kasjerka. To samo spojrzenie pełne strachu i jednocześnie pogardy jakim zawsze mnie raczyła też się nie zmieniło. Zwykle nie zwracałem na to uwagi ale dzisiaj jednak mnie to zabolało.
Miałem gorszy dzień. Byłem zmęczony. Niedawno został zamordowany ktoś bardzo mi bliski. Cała ta misja była z mojej winy bo nie potrafiłem porządnie ciachnąć jednego faceta.
Do cholery! Jinchuuriki też może mieć gorszy dzień. Jestem człowiekiem, a nie jakimś pieprzonym robotem bez uczuć! Nikt się mnie nie pytał czy chcę mieć w sobie 9-ogoniastego demona do cholery!! Miałem już dość tego spojrzenia.
- Coś nie tak, proszę pani? - powiedziałem starając się brzmieć jak najbardziej życzliwie. Wziąłem skasowane produkty do siatki i popatrzyłem na nią wyczekująco.
- Dlaczego nadal żyjesz... powiedziała szeptem.
- Może pani powtórzyć? - udałem, że nie dosłyszałem.
-Dlaczego nadal żyjesz potworze? - powiedziała z histerią - powinni już dawno wrzucić twoje ścierwo do ziemi!!
To zabolało. Bardziej niż zwykle.
- Myślę, że czegoś nie rozumiesz - powiedziałem starając się zachować resztki spokoju.
-Czego nie rozumiem?! - wstała z miejsca zalewając się łzami - zabiłeś mi ojca ty potworze!
- To nie ja zabiłem ci ojca! Zrobił to demon, który we mnie siedzi!! Nikt nie pytał się mnie czy chcę to coś w sobie!! WSZYSCY PATRZYCIE NA MNIE JAK NA ZWYKŁE ŚCIERWO! A JA WCIĄŻ STARAM SIĘ DO WAS UŚMIECHAĆ! MIMO TEGO STARAM SIĘ BYĆ MIŁY! JEŚLI KIEDYKOLWIEK DAM MU PRZEJĄĆ NAD SOBĄ KONTROLĘ TO ON ZNISZCZY WIOSKĘ I MNIE! ODKĄD PAMIĘTAM, RYZYKUJĘ ŻYCIE DLA WIOSKI I OTO CO DOSTAJĘ! Nic o mnie nie wiesz - powiedziałem powstrzymując łzy. Położyłem pieniądze na ladzie i wyszedłem. Udałem się na pole treningowe aby ochłonąć. Oni nic o mnie nie wiedzą. Dowiedzieli się tylko, że zapieczętowano we mnie demona, a resztę dopowiedzieli sobie sami.
- No nic - powiedziałem rzucając siatkę pod pobliskie drzewo -trening sam się nie zrobi - i zacząłem naparzać w pieniek.
XXX
Postanowiłam, że ostatni dzień przed sprawdzianem pouczę się na świeżym powietrzu. Widok mojego pokoju strasznie mi zbrzydł. Na dodatek w domu panowała teraz atmosfera "ochów i achów" bo przyjechała Schin-chan. 
- "Och, kochanienka jak ty wyrosłaś!" "Masz już jakiegoś chłopaka na oku?" "Zjedz jeszcze obiadku to może przybędzie ci trochę tam i ówdzie" - powiedziałam naśladując przesłodzony głos mojej mamy. Przy ostatnim zdaniu mimowolnie spojrzałam na swoją klatkę piersiową oczekując jakiejś zaskakującej zmiany. Niestety nic przełomowego nie zauważyłam, więc westchnęłam zawiedziona i poszłam dalej.
Gdy byłam już niedaleko pola treningowego, usłyszałam odgłosy czyjegoś treningu. zaciekawiona przystanęłam na chwilę i zaczęłam nasłuchiwać.
- To nie Naruto- pomyślałam po chwili - On zawsze wrzeszczy sam do siebie podczas treningu. Coś w stylu: "Jeszcze trochę!", "Dam radę", "Sakura-chan w końcu mnie zauważy!" i takie tam.
Nadal nie słychać nic poza głuchym hukiem uderzenia. Kto to może być? 
Może to Lee? - zastanowiłam się na chwilę -Raczej nie. On też wydziera się w trakcie treningu. Tylko, że on brzmi bardziej jak jakieś zwierzę. "Hiiiiija!!!!" "Hadziaaaa!!!!". Dziwny typ.
Po chwili postanowiłam jednak wyruszyć w nieznane i zobaczyć kto tak intensywnie trenuje.
Gdy przyszłam na skraj polany ze zdumieniem zdałam sobie sprawę, że to jednak był Naruto. A przynajmniej wyglądał jak on. Zwykle od razu zobaczyłby, że ktoś przyszedł. W dodatku wyglądał na przygnębionego chociaż nie mogłam zobaczyć dokładnie bo jego oczy przysłaniała grzywka.
Patrzyłam się na niego przez dłuższą chwilę, Coś było nie tak i to wiele bardziej niż zwykle.
W pewnym momencie przestał ćwiczyć ciosy i popatrzył się na pień pustym wzrokiem.      

on płakał

























==========================
I tym akcentem, kończymy!
(na dziś :D )


wtorek, 15 listopada 2016

[Rozdział 7]

-Hmmm... -  łypnąłem podejrzliwie na wielkie żabsko pływające w stawie - Jest takie wielkie, że mogłoby być ropuszym mędrcem Heh.. Auć!
Jakiś mały i twardy przedmiot uderzył mnie w klatę i sturlał się na spodnie. Co to było? Oczywiście kamyk! Popatrzyłem się w stronę, z której nadleciał pocisk i zobaczyłem żabę stojącą na liściu. Pogroziła mi łapką i zniknęła w stawie. Zrezygnowany przewróciłem oczami.
- Zawierasz kontrakt z magiczną żabą i nagle okazuje się, że te ziemskie tak naprawdę rozumieją co mówisz i cały czas cię podsłuchują - mruknąłem poirytowany - Jakby nie można już było z niczego żartować.
Zeskoczyłem z kamienia, na którym siedziałem i z gracją sarenki wylądowałem na ziemi.
Rozprostowałem stawy i ponownie popatrzyłem na staw.
- No nic - uśmiechnąłem się - Porozmawiam sobie później z żabami na temat mojej prywatności.
-Z kim sobie porozmawiasz? - zapytał Rin wychodząc z krzaków.
- Nie ważne - machnąłem ręką z uśmiechem - I tak byś nie zrozumiał.
- Jeśli ty to rozumiesz to ja tym bardziej to ogarnę - rzucił z kpiącym uśmieszkiem.
- Hahahah! - otarłem nieistniejącą łezkę - Już dawno nie powiedziałeś czegoś tak śmiesznego.
- Dobra dobra - powiedział pojednawczo - Skończmy już sobie tak słodzić, Schino-chan cię szukała.
- No tak - rzuciłem okiem w stronę stawu - Przecież chciała ze mną porozmawiać.
- To idziemy?- rzucił Rin pokazując głową w stronę obozu - Czy chcesz sobie jeszcze z żabkami pogawędzić?
- Ja pierdole - zrobiłem klasycznego "facepalma" śmiejąc się przy tym - Nie poddajesz się co?
                                                                     
                                         ***

-"Wentylację płuc zapewniają ruchy ssąco-tłoczące klatki piersiowej. Wdech powodowany jest..." Uhh... - chwyciłam się za głowę - Dłużej tego nie wytrzymam!
Rzuciłam książkę na łóżko i wstałam z fotela. Po drobnym acz dyskretnym ziewnięciu, przebrałam się w mój strój na misje i wyszłam z domu. Miałam już dosyć tego ciągłego zakuwania w domu. Pojutrze mam ważny test u Tsunade-sama ale dzisiaj nie mam już siły się uczyć. Te wszystkie naukowe regułki i przytłaczająca presja skutecznie wyssały ze mnie motywację. Spacer jest teraz najlepszym co mogę zrobić. Nawet Tsunadę-sama kiedyś mówiła, że ciągłe siedzenie w domu źle wpływa na organizm. Skierowałam się w stronę pola treningowego, żeby trochę rozruszać mięśnie.
Byłam tak sfrustrowana przez te parę dni wkuwania, że musiałam się teraz na kimś lub na czymś wyżyć.
- Bardziej na kimś - uśmiechnęłam się złowieszczo, gdy na ulicy mignął mi pomarańczowy dresik.
Blondynek właśnie objaśniał coś Konohamaru i jego grupce.
-... Jasne? A jak tu przesuniecie ten palec to wyjdzie wam Super Extra Oiroke no jutsu! Rozumiecie? - powiedział z uśmiechem - Teraz zobaczycie to w praktyce i...
-SHANNARO! - Mój prawy sierpowy wysłał go do stawu znajdującego się za ich plecami - Jak możesz dzieciom opowiadać takie bezeceństwa ty głąbie?! Potem wyrośnie pokolenie takich zboczuchów jak ty i... - właśnie zdałam sobie sprawę z obecności mimowolnych obserwatorów.
Chłopak i dziewczyna stali jak skamieniali, patrząc na mnie z przerażeniem w oczach.
W międzyczasie, Uzumaki wydostał się z sadzawki i podszedł do nas wykręcając swoją bluzę.
- Jesteś okrutna Sakura-chan - powiedział z miną zbitego psiaka - Lekarze powinni dbać o ludzi a nie ich okaleczać. Poza tym... - Skierował swoje niebieskie oczka na skamieniałą dwójkę - Co im się stało?
-N-nie mam pojęcia - skierowałam wzrok w inną stronę.
- Już wiem! - stuknął pięścią w dłoń - Może są tacy bo cię nie znają!
Jego tok rozumowania nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Jak on sobie w ogóle daje radę w dorosłym życiu?! To oczywiste, że przerazili się po tym jak przez moją pięść wylądowałeś w stawie!
Jego znajomi już ochłonęli z pierwszego wrażenia, więc Naruto postanowił wdrożyć swój plan w życie.
- Kochani! - Zaczął ceremonialnie Uzumaki - Pragnę wam przedstawić Sakurę-chan. Jest uczniem Tsunade-sama - w tym momencie ukradkiem zerknął na chłopaka - i medic-ninja. To największa piękność Konohy i najbardziej mądra dziewczyna jaką znam. Byliśmy razem w jednej drużynie.
-Ten debil! Co to za żenujące przedstawienie?! - pomyślałam zażenowana - Jestem Sakura Haruno, miło mi was poznać!
- Sakura-neechan... - powiedziała dziewczyna ze łzami w oczach - Tak się cieszę! - Podbiegła do mnie i mnie przytuliła. Popatrzyłam zaskoczona najpierw na nią a potem na blondynka.
- No cóż - uśmiechnął się wyrozumiale - To jest moja koleżanka, Shino Asada.
-Zaraz, zaraz... Asada? To mi coś przypomina - zaczęłam się zastanawiać - Schin-chan? Zaczęłam niepewnie.
- Poznałaś mnie! - powiedziała cała we łzach.
- Nie płacz już - powiedziałam z uśmiechem- Co prawda, dawno się nie widziałyśmy, ale nie musisz płakać.
- Ale...
- No już. Uśmiechnij się - Powiedziałam głaszcząc ją po głowie - Masz jakieś sprawy do załatwienia w wiosce?
- Przybyłam tutaj bo też chcę zostać Medic-ninja! Tak jak Sakura-neechan!
No dobra, tego się nie spodziewałam.
***
Ale to wzruszające spotkanie po latach - powiedziałem ze łzami w oczach- Co myślisz Rin?
Rin? - pomachałem mu przed oczami - No weź, Sakura-chan to nie Meduza. Nie była aż tak straszna - powiedziałem opierając się na skamieniałym ze zgrozy przyjacielu.


=====================
W końcu! Nareszcie mi się udało! Przepraszam że trwało to tak długo. Ciężko jest mi się z powrotem przyzwyczaić do pisania, ale myślę że wszystko idzie w dobrym kierunku :)
Trzymajcie kciuki! :D



sobota, 24 września 2016

[Rozdział 6.5] - Powrót

Kaskady ciemnej wody wpadały do jeziora z ogłuszającym pluskiem.
Siedziałem na brzegu patrząc się w spienioną toń wody. Miałem nadzieję, że gdzieś tam kryją się odpowiedzi na wszystkie dręczące mnie pytania. Już dawno nie zastanawiałem się nad sensem tego wszystkiego. Niestety nadciągająca burza i porywisty wiatr skłaniały mnie do smutnych przemyśleń.
- Było podobnie gdy zabiłem Itachiego - pomyślałem wpatrując się w niebo. Chociaż rzuciłem to niby mimochodem, w mojej piersi poczułem i tak małe ukłucie. To nadal bolało, ale uznałem, że muszę być silny. Nadal nie byłem pewny czy zdecydowałem właściwie, dręczyło mnie to. Niestety czasu już nie cofnę. Uznałem się za samotnego mściciela, chociaż nie zrobiłem nic aby pomścić moich rodziców. Na dodatek zabiłem jedynego krewnego jaki mi pozostał.
- Rzeczywiście - uśmiechnąłem się pod nosem - prawdziwy ze mnie kawał skurwysyna.
- To nie prawda! - krzyknął ktoś za moimi plecami. Odwróciłem się zdziwiony i zobaczyłem rudowłosą dziewczynę w różowej pidżamie. Ostatnia osoba jaką chciałbym w tej chwili zobaczyć stała właśnie przede mną kierując we mnie swój palec wskazujący.
- SASUKE-SAMA!! - wrzasnęła z zachwytem i rzuciła się w moją stronę. Miała kajdanki wysysające chakrę na nadgarstkach i była trochę poobijana. No niby cieszę się że wróciła, ale mogłaby się kurna ogarnąć z tą swoją obsesją.
- Po co żeś tu przyszła? - powiedziałem odpychając ją ręką
- To okrutne z twojej strony Sasuke-sama! - powiedziała do mnie lukrowanym tonem - Wydostałam się z siódmego kręgu piekieł aby się z panem zobaczyć a pan mnie tak traktuje?
Popatrzyłem się na nią jakby spadła z byka. Może i Konoszańskie więzienie luksusów nie oferuje, no ale bez przesady.
- Sasuke-sama! - kontynuowała swój wywód - Jak mogłeś mnie wtedy zostawić?! MNIE! Twoją najwierniejszą podwładną! Jak mogłeś...
- STOP! - powiedziałem lodowato - Chyba już zapomniałaś gdzie twoje miejsce. Wszyscy moi podwładni są RÓWNI, nie ma NIKOGO lepszego od innych. Czy to JASNE? - skierowałem na nią spojrzenie czerwonych oczu. Jej zdolności były przydatne ale coraz bardziej wątpiłem w to czy pozwolenie jej na pozostanie w "Tace" było dobrym pomysłem.
Odwróciłem się, nie czekając na jej reakcję i poszedłem w głąb lasu.
Po chwili czerwonowłosa podniosła głowę i spojrzała w stronę drzew.
-Ach ten Sasuke-sama! - powiedziała Karin robiąc maślane oczka - Jakiż on władczy!
Po czym pognała za czarnowłosym.

***
No cóż... Dawno mnie tu nie było :)
Na wstępie chciałabym przeprosić wszystkich, którzy czekali na moje notki.
Bardzo przepraszam za zostawienie tak tego wszystkiego bez słowa pożegnania. Na początku naprawdę potrzebowałam wolnego na naukę do egzaminów. Niestety potem nie potrafiłam nic napisać. Siedziałam 5, 10 minut i nie potrafiłam nic wymyślić.  Na początku próbowałam prawie codziennie, ale uznałam, że powinnam dać sobie trochę czasu. Po pewnym czasie uznałam, że jednak nie dam rady wrócić. Chciałam, żeby ten blog po porostu został opuszczony. Te parę osób, które czytały moje notki pewnie strasznie się na mnie zawiodło. Nie powiem, że jestem z siebie dumna, bo tak nie jest.  Ale mimo internetowej anonimowości wstyd było mi się przyznać, że nie potrafiłam nic napisać i tylko dlatego nic tu nie wyjaśniłam. Nie powiem, że teraz jest lepiej. Nadal bardzo ciężko mi idzie wymyślenie czegokolwiek, ale nie chcę się poddawać. Bardzo możliwe, że nikt nie będzie już czytał tego bloga, ale chciałabym doprowadzić tą historię do końca. Nie znaczy to, że skończę ją szybciej czy coś takiego. Chodzi po prostu o to, że chciałabym przedstawić wam ją tak, jak ja ją widzę. Na razie to tylko pomysły, które chciałabym wpleść w opowiadanie, ale mam nadzieję, że uda mi się wytrwać w tym postanowieniu. Co do rozdziałów, to nie umiem jeszcze określić, co ile i w jaki dzień tygodnia będę wstawiać notkę. Nie wiem nawet czy nie zrezygnuję w połowie, ale mam nadzieję, że przynajmniej to uda mi się skończyć. Ta notka jest po prostu przerywnikiem. Ciągła akcja nie jest najlepszym pomysłem, dlatego uznałam, że pora na małą przerwę. Nie jestem pewna czy udało mi się osiągnąć zamierzony efekt ale na przyszłość postaram się lepiej wplatać takie momenty w historię. Co do długości to niestety nie potrafiłam wymyślić jakiegoś ciągu dalszego, więc wyszło jak wyszło. Także no, do zobaczenia następnym razem :P