niedziela, 12 marca 2017

[Rozdział 9]

Wpatrywałam się w te smutne, niebieskie oczy i coraz bardziej nie wierzyłam, że to co widzę jest prawdziwe.
 Naruto? Ten Naruto? Ksywka wiecznie wesołego śmieszka jeszcze nigdy tak bardzo nie różniła się od rzeczywistości. Coraz bardziej martwiła mnie jego mina. Postanowiłam, że na razie schowam się na drzewie i przez chwilę go poobserwuję.


XXX


To była chwila. Na sekundę spuściłem gardę i to się stało. Obraz stał się nie wyraźny, na policzkach poczułem spływające łzy. Zaskoczony dotknąłem moich mokrych policzków.
-"Dlaczego akurat teraz?", "Niech one przestaną płynąć!" - powtarzałem sobie w myślach. Jak na złość, z moich kanalików wypływało ich coraz więcej. Usiadłem na ziemi, a potem położyłem się na plecach. Zakryłem oczy dłońmi. Nie chciałem już nic widzieć.


XXX

Naruto płakał przez jakieś 10 minut a potem usnął.  Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Co się mogło stać? Może coś się wydarzyło na misji? Muszę się zapytać Tsunade-sama.
Po cichutku zeskoczyłam z gałęzi i zbliżyłam się do śpiącego blondynka. 
Oddychał nierówno, jakby męczył go jakiś koszmar. Miał czerwone od płaczu powieki.
Powoli wyciągnęłam koc, na którym chciałam usiąść podczas wkuwania. Rozwinęłam go i szczelnie okryłam nim Uzumakiego. Przynajmniej tyle mogłam dla niego zrobić. Uśmiechnęłam się do niego i wyszeptałam:
- Dobranoc śpiochu.
Podniosłam się z kolan i już miałam zamiar ruszyć w stronę wioski, gdy poczułam uścisk na nadgarstku.
- Już idziesz Sakura-chan? - powiedział z uśmiechem blondynek.
Popatrzyłam się na niego zdziwiona. Mimo nadal zaczerwienionych powiek zachowywał się jak zwykle.
-Coś nie tak Sakura-chan? - powiedział lekko zaniepokojony.
- N-nie, wszystko okej. - powiedziałam otrząsając się z niepokojących mnie myśli.
- Jak długo już tu jesteś? - powiedział starając się ukryć zmieszanie. Czyli jednak, coś było nie tak.
Normalnie zjechałabym go z góry na dół za przejmowanie się nieistotnymi rzeczami, ale teraz sprawa była poważna. Muszę to rozegrać ostrożnie.
- Dopiero co przyszłam - powiedziałam podirytowanym tonem - i cóż to moje piękne oczy widzą? Co to za opierdzielanie się na treningu?!
- Nie, ja tylko...
- Ja ci dam "ja tylko"! Rusz dupę, zostaniesz moim sparingpartnerem - powiedziałam zakładając moje czarne rękawiczki.
- CO?? - powiedział przerażony - nie, nie, nie. Sakura-chan! Nie będę już spał na treningach! Obiecuję! Proszę, nie! - złączył ręce w geście modlitwy.
- Chyba sobie żartujesz?! - powiedziałam chwytając go za fraki i rzucając na drugi koniec pola - I jeszcze jedno. Ty możesz używać tylko Taijuutsu
Uśmiechnęłam się złowieszczo widząc jego przerażoną minę. Niech się trochę rozrusza chłopina.
- ZACZYNAMY!

...


Po skopaniu mu dupy już z dziesiąty raz, zarządziłam przerwę.
-Nieźle sobie poradziłeś - powiedziałam do niego złośliwie.
- Dzięki Sakura-chan - powiedział nie łapiąc ironii. Całe jego ciało było w siniakach ale chyba tego nie zauważył. W sumie szkoda, że nie zdążyłam się pouczyć, ale jego samopoczucie jest ważniejsze. -Już dość się uczyłam- pomyślałam - dam sobie jutro radę!
- Sakura-chan? - z rozmyślań wyrwał mnie głos Naruto.
- Co jest? - zapytałam.
- Jutro masz ten ważny egzamin, nie? - powiedział szczerząc się do mnie.
- Nooo, tak
- To powodzenia - powiedział puszczając mi oczko.
- Dzięki - odpowiedziałam z uśmiechem 
- Nie ma za co. Dobra, czas już się zbierać - powiedział wstając z ziemi - Daj rękę.
Z małą pomocą Naruto zebrałam się z ziemi.
- Zaprosiłbym cię na ramen ale pewnie musisz się uczyć, więc zaproszę cię jak już zdasz - powiedział szczerząc się do mnie.
- Skąd ta pewność? Mogę nie zdać - powiedziałam śmiejąc się nerwowo. Niby się uczyłam ale nigdy nie wiadomo co wymyśli Tsunade-sama.
- To wtedy wykorzystaj metodę na słodkie oczka. Zawsze, gdy proszę Tsunade-obaachan o jakąś ciekawszą misję to po tej magicznej technice się zgadza.
-Ty mówisz całkiem poważnie? - powiedziałam kręcąc głową z niedowierzaniem - No dobra. Jak wszystko inne zawiedzie to zastosuję się do twojej rady..
Po zebraniu wszystkich naszych rzeczy ruszyliśmy w stronę wioski. Po drodze Naruto wypytywał mnie o egzamin. Jak długo się uczyłam, czy nie jestem zmęczona ciągłym wkuwaniem i tak dalej. Gdy doszliśmy do końca pola treningowego, każde z nas rozeszło się w swoją stronę. Muszę przyznać, że to spotkanie poprawiło mi humor.

XXX

Wędrowałem kolejnymi uliczkami Konohy coraz bardziej pogrążając się w rozmyślaniach. Całe szczęście, że Sakura nie widziała mojego "pokazu". Nie umiałbym jej racjonalnie wytłumaczyć dlaczego się rozkleiłem. A co do tej kasjerki... 
Muszę po prostu ciężko pracować, żeby ludzie nie postrzegali mnie jako potwora i wszystko będzie dobrze.

 ...


Po kilku dniach trenowania zgłosiłem się do biura Hokage po przydział nowej misji. Trenowałem wystarczająco ciężko by mieć pewność, że uchybienia związane z poprzednią się nie powtórzą.
Zgodnie z moim ostatnim postanowieniem uznałem, że nie wpadnę do środka bez pukania tak jak to robiłem wcześniej. Jednakże, część tego musiałem zachować. W końcu to już mój znak rozpoznawczy. Zapukałem do drzwi i po usłyszeniu głośnego: "wejść" wparowałem do środka.
- Ohayo Tsunade-obaachan! - zawołałem z uśmiechem. Hokage siedziała na swoim fotelu w delikatnie mówiąc nieciekawej pozie. Wyglądała jakby zaraz miała zjechać pod biurko.
- Oh, to ty Naruto - rzuciła jakby do siebie.
Popatrzyłem się na nią lekko zdezorientowany. Gdzie krzyk i prawy sierpowy? Zwykle za przezywanie jej od staruszek dostawałem dość mocno, a tu nagle zero reakcji.
- Czyżby ciężki dzień? - zapytałem szczerząc się do głowy wioski.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - powiedziała wzdychając i poprawiając się na fotelu - No dobrze,
co cię do mnie sprowadza?
- A ja myślałem, że może mnie Tsunade-obaachan pochwali, że się w końcu pukać nauczyłem -  powiedziałem z uśmiechem.
- Co to, to nie. Nawet psa można tak wytresować. Nie wiem czym się tak ekscytujesz - powiedziała ze złośliwym uśmieszkiem.
Popatrzyłem na nią oskarżycielskim wzrokiem.
- Okej. Tym razem wygrałaś.
-Dobra już dobra. Powiesz mi w końcu po co tu przyszedłeś?
-Już mówię - znowu się wyszczerzyłem - Po kilku dniach wolnego jestem już w pełni gotowy, żeby udać się na kolejną misję. 
Nie obraziłbym się gdyby to było coś ciekawszego od łapania kota.
- To na razie może poczekać - Tsunade wstała i podeszła do okna - mam pewną informację, która powinna cię zaciekawić.
Popatrzyłem się na nią zdezorientowany. Nie miałem zielonego pojęcia o co mogło chodzić.  Pozostało mi tylko czekać na ciąg dalszy.
- Pamiętasz, że Kyubi 16 lat temu zniszczył wioskę...
- Jak miałbym nie pamiętać, wtedy się urodziłem - zauważyłem z żalem.
Hokage skinęła głową i kontynuowała:
- W takim razie domyślasz się też pewnie, że gdzieś tam w wiosce, był dom twoich rodziców. Niestety, tak jak większość zabudowań został zniszczony przez lisiego demona.

Miałem kompletny mętlik w głowie. Nie wiedziałem do czego ona zmierza.

-... jednakże - kontynuowała Hokage - okazało się, że piwnica zdołała przetrwać.




---------------------------------------------------------------------------

W końcu mi się udało! (^-^) Jednak pisanie nadal idzie mi opornie. Wybaczcie za kolejne niedotrzymanie umowy. Powiedzmy że notka będzie się pojawiała co najmniej raz na miesiąc XD To już powinno mi się udać. 
Oczywiście jeśli moja leniwa wena postanowi się ogarnąć to notki będą się pojawiać częściej ale nic nie obiecuję. Zawsze mam coś innego do roboty, a to książkę przeczytać, coś narysować, anime do obejrzenia, czy zwyczajnie w coś zagrać :D Nigdy nie potrafiłam się na czymś skupić na dłużej. No trudno, może zobaczycie ostatnią notkę na emeryturze :P.
A póki co, do zobaczenia! :D

P.S
Dziękuję osobom, które zwróciły mi uwagę na nieprawidłowości związane z tym rozdziałem.
Przykro mi, że trwało to tak długo, ale jak spojrzalam na część 9 to uznałam, że przydałoby się trochę pozmieniać tu i tam. Koniec końców notka znacznie się wydłużyła, ale mam nadzieję, że nie będziecie mi mieć tego za złe ;)

środa, 8 marca 2017

[Rozdział 8]

Nie ma to jak w domciu!-powiedziałem otwierając drzwi.
Rzuciłem plecak pod ścianę i poszedłem do kuchni. Po przeszukaniu wszystkich szafek zdałem sobie sprawę, że jednak bez wizyty w sklepie się nie obejdzie.
- Jak mi się nie chce...- westchnąłem z rezygnacją i popatrzyłem w sufit. No nic, co ma być to będzie. Zabrałem mój ulubiony portfel z żabką i wyruszyłem na podbój spożywczaka.
Po dotarciu na miejsce skierowałem się oczywiście w stronę działu z daniami expresowymi. Wziąłem sobie spory zapas zupek a potem poszedłem na dział z owocami a następnie do kasy.
Wszystko było jak zwykle. Te same produkty, te samo wnętrze, nawet ta sama kasjerka.
Właśnie, kasjerka. To samo spojrzenie pełne strachu i jednocześnie pogardy jakim zawsze mnie raczyła też się nie zmieniło. Zwykle nie zwracałem na to uwagi ale dzisiaj jednak mnie to zabolało.
Miałem gorszy dzień. Byłem zmęczony. Niedawno został zamordowany ktoś bardzo mi bliski. Cała ta misja była z mojej winy bo nie potrafiłem porządnie ciachnąć jednego faceta.
Do cholery! Jinchuuriki też może mieć gorszy dzień. Jestem człowiekiem, a nie jakimś pieprzonym robotem bez uczuć! Nikt się mnie nie pytał czy chcę mieć w sobie 9-ogoniastego demona do cholery!! Miałem już dość tego spojrzenia.
- Coś nie tak, proszę pani? - powiedziałem starając się brzmieć jak najbardziej życzliwie. Wziąłem skasowane produkty do siatki i popatrzyłem na nią wyczekująco.
- Dlaczego nadal żyjesz... powiedziała szeptem.
- Może pani powtórzyć? - udałem, że nie dosłyszałem.
-Dlaczego nadal żyjesz potworze? - powiedziała z histerią - powinni już dawno wrzucić twoje ścierwo do ziemi!!
To zabolało. Bardziej niż zwykle.
- Myślę, że czegoś nie rozumiesz - powiedziałem starając się zachować resztki spokoju.
-Czego nie rozumiem?! - wstała z miejsca zalewając się łzami - zabiłeś mi ojca ty potworze!
- To nie ja zabiłem ci ojca! Zrobił to demon, który we mnie siedzi!! Nikt nie pytał się mnie czy chcę to coś w sobie!! WSZYSCY PATRZYCIE NA MNIE JAK NA ZWYKŁE ŚCIERWO! A JA WCIĄŻ STARAM SIĘ DO WAS UŚMIECHAĆ! MIMO TEGO STARAM SIĘ BYĆ MIŁY! JEŚLI KIEDYKOLWIEK DAM MU PRZEJĄĆ NAD SOBĄ KONTROLĘ TO ON ZNISZCZY WIOSKĘ I MNIE! ODKĄD PAMIĘTAM, RYZYKUJĘ ŻYCIE DLA WIOSKI I OTO CO DOSTAJĘ! Nic o mnie nie wiesz - powiedziałem powstrzymując łzy. Położyłem pieniądze na ladzie i wyszedłem. Udałem się na pole treningowe aby ochłonąć. Oni nic o mnie nie wiedzą. Dowiedzieli się tylko, że zapieczętowano we mnie demona, a resztę dopowiedzieli sobie sami.
- No nic - powiedziałem rzucając siatkę pod pobliskie drzewo -trening sam się nie zrobi - i zacząłem naparzać w pieniek.
XXX
Postanowiłam, że ostatni dzień przed sprawdzianem pouczę się na świeżym powietrzu. Widok mojego pokoju strasznie mi zbrzydł. Na dodatek w domu panowała teraz atmosfera "ochów i achów" bo przyjechała Schin-chan. 
- "Och, kochanienka jak ty wyrosłaś!" "Masz już jakiegoś chłopaka na oku?" "Zjedz jeszcze obiadku to może przybędzie ci trochę tam i ówdzie" - powiedziałam naśladując przesłodzony głos mojej mamy. Przy ostatnim zdaniu mimowolnie spojrzałam na swoją klatkę piersiową oczekując jakiejś zaskakującej zmiany. Niestety nic przełomowego nie zauważyłam, więc westchnęłam zawiedziona i poszłam dalej.
Gdy byłam już niedaleko pola treningowego, usłyszałam odgłosy czyjegoś treningu. zaciekawiona przystanęłam na chwilę i zaczęłam nasłuchiwać.
- To nie Naruto- pomyślałam po chwili - On zawsze wrzeszczy sam do siebie podczas treningu. Coś w stylu: "Jeszcze trochę!", "Dam radę", "Sakura-chan w końcu mnie zauważy!" i takie tam.
Nadal nie słychać nic poza głuchym hukiem uderzenia. Kto to może być? 
Może to Lee? - zastanowiłam się na chwilę -Raczej nie. On też wydziera się w trakcie treningu. Tylko, że on brzmi bardziej jak jakieś zwierzę. "Hiiiiija!!!!" "Hadziaaaa!!!!". Dziwny typ.
Po chwili postanowiłam jednak wyruszyć w nieznane i zobaczyć kto tak intensywnie trenuje.
Gdy przyszłam na skraj polany ze zdumieniem zdałam sobie sprawę, że to jednak był Naruto. A przynajmniej wyglądał jak on. Zwykle od razu zobaczyłby, że ktoś przyszedł. W dodatku wyglądał na przygnębionego chociaż nie mogłam zobaczyć dokładnie bo jego oczy przysłaniała grzywka.
Patrzyłam się na niego przez dłuższą chwilę, Coś było nie tak i to wiele bardziej niż zwykle.
W pewnym momencie przestał ćwiczyć ciosy i popatrzył się na pień pustym wzrokiem.      

on płakał

























==========================
I tym akcentem, kończymy!
(na dziś :D )


wtorek, 15 listopada 2016

[Rozdział 7]

-Hmmm... -  łypnąłem podejrzliwie na wielkie żabsko pływające w stawie - Jest takie wielkie, że mogłoby być ropuszym mędrcem Heh.. Auć!
Jakiś mały i twardy przedmiot uderzył mnie w klatę i sturlał się na spodnie. Co to było? Oczywiście kamyk! Popatrzyłem się w stronę, z której nadleciał pocisk i zobaczyłem żabę stojącą na liściu. Pogroziła mi łapką i zniknęła w stawie. Zrezygnowany przewróciłem oczami.
- Zawierasz kontrakt z magiczną żabą i nagle okazuje się, że te ziemskie tak naprawdę rozumieją co mówisz i cały czas cię podsłuchują - mruknąłem poirytowany - Jakby nie można już było z niczego żartować.
Zeskoczyłem z kamienia, na którym siedziałem i z gracją sarenki wylądowałem na ziemi.
Rozprostowałem stawy i ponownie popatrzyłem na staw.
- No nic - uśmiechnąłem się - Porozmawiam sobie później z żabami na temat mojej prywatności.
-Z kim sobie porozmawiasz? - zapytał Rin wychodząc z krzaków.
- Nie ważne - machnąłem ręką z uśmiechem - I tak byś nie zrozumiał.
- Jeśli ty to rozumiesz to ja tym bardziej to ogarnę - rzucił z kpiącym uśmieszkiem.
- Hahahah! - otarłem nieistniejącą łezkę - Już dawno nie powiedziałeś czegoś tak śmiesznego.
- Dobra dobra - powiedział pojednawczo - Skończmy już sobie tak słodzić, Schino-chan cię szukała.
- No tak - rzuciłem okiem w stronę stawu - Przecież chciała ze mną porozmawiać.
- To idziemy?- rzucił Rin pokazując głową w stronę obozu - Czy chcesz sobie jeszcze z żabkami pogawędzić?
- Ja pierdole - zrobiłem klasycznego "facepalma" śmiejąc się przy tym - Nie poddajesz się co?
                                                                     
                                         ***

-"Wentylację płuc zapewniają ruchy ssąco-tłoczące klatki piersiowej. Wdech powodowany jest..." Uhh... - chwyciłam się za głowę - Dłużej tego nie wytrzymam!
Rzuciłam książkę na łóżko i wstałam z fotela. Po drobnym acz dyskretnym ziewnięciu, przebrałam się w mój strój na misje i wyszłam z domu. Miałam już dosyć tego ciągłego zakuwania w domu. Pojutrze mam ważny test u Tsunade-sama ale dzisiaj nie mam już siły się uczyć. Te wszystkie naukowe regułki i przytłaczająca presja skutecznie wyssały ze mnie motywację. Spacer jest teraz najlepszym co mogę zrobić. Nawet Tsunadę-sama kiedyś mówiła, że ciągłe siedzenie w domu źle wpływa na organizm. Skierowałam się w stronę pola treningowego, żeby trochę rozruszać mięśnie.
Byłam tak sfrustrowana przez te parę dni wkuwania, że musiałam się teraz na kimś lub na czymś wyżyć.
- Bardziej na kimś - uśmiechnęłam się złowieszczo, gdy na ulicy mignął mi pomarańczowy dresik.
Blondynek właśnie objaśniał coś Konohamaru i jego grupce.
-... Jasne? A jak tu przesuniecie ten palec to wyjdzie wam Super Extra Oiroke no jutsu! Rozumiecie? - powiedział z uśmiechem - Teraz zobaczycie to w praktyce i...
-SHANNARO! - Mój prawy sierpowy wysłał go do stawu znajdującego się za ich plecami - Jak możesz dzieciom opowiadać takie bezeceństwa ty głąbie?! Potem wyrośnie pokolenie takich zboczuchów jak ty i... - właśnie zdałam sobie sprawę z obecności mimowolnych obserwatorów.
Chłopak i dziewczyna stali jak skamieniali, patrząc na mnie z przerażeniem w oczach.
W międzyczasie, Uzumaki wydostał się z sadzawki i podszedł do nas wykręcając swoją bluzę.
- Jesteś okrutna Sakura-chan - powiedział z miną zbitego psiaka - Lekarze powinni dbać o ludzi a nie ich okaleczać. Poza tym... - Skierował swoje niebieskie oczka na skamieniałą dwójkę - Co im się stało?
-N-nie mam pojęcia - skierowałam wzrok w inną stronę.
- Już wiem! - stuknął pięścią w dłoń - Może są tacy bo cię nie znają!
Jego tok rozumowania nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Jak on sobie w ogóle daje radę w dorosłym życiu?! To oczywiste, że przerazili się po tym jak przez moją pięść wylądowałeś w stawie!
Jego znajomi już ochłonęli z pierwszego wrażenia, więc Naruto postanowił wdrożyć swój plan w życie.
- Kochani! - Zaczął ceremonialnie Uzumaki - Pragnę wam przedstawić Sakurę-chan. Jest uczniem Tsunade-sama - w tym momencie ukradkiem zerknął na chłopaka - i medic-ninja. To największa piękność Konohy i najbardziej mądra dziewczyna jaką znam. Byliśmy razem w jednej drużynie.
-Ten debil! Co to za żenujące przedstawienie?! - pomyślałam zażenowana - Jestem Sakura Haruno, miło mi was poznać!
- Sakura-neechan... - powiedziała dziewczyna ze łzami w oczach - Tak się cieszę! - Podbiegła do mnie i mnie przytuliła. Popatrzyłam zaskoczona najpierw na nią a potem na blondynka.
- No cóż - uśmiechnął się wyrozumiale - To jest moja koleżanka, Shino Asada.
-Zaraz, zaraz... Asada? To mi coś przypomina - zaczęłam się zastanawiać - Schin-chan? Zaczęłam niepewnie.
- Poznałaś mnie! - powiedziała cała we łzach.
- Nie płacz już - powiedziałam z uśmiechem- Co prawda, dawno się nie widziałyśmy, ale nie musisz płakać.
- Ale...
- No już. Uśmiechnij się - Powiedziałam głaszcząc ją po głowie - Masz jakieś sprawy do załatwienia w wiosce?
- Przybyłam tutaj bo też chcę zostać Medic-ninja! Tak jak Sakura-neechan!
No dobra, tego się nie spodziewałam.
***
Ale to wzruszające spotkanie po latach - powiedziałem ze łzami w oczach- Co myślisz Rin?
Rin? - pomachałem mu przed oczami - No weź, Sakura-chan to nie Meduza. Nie była aż tak straszna - powiedziałem opierając się na skamieniałym ze zgrozy przyjacielu.


=====================
W końcu! Nareszcie mi się udało! Przepraszam że trwało to tak długo. Ciężko jest mi się z powrotem przyzwyczaić do pisania, ale myślę że wszystko idzie w dobrym kierunku :)
Trzymajcie kciuki! :D



sobota, 24 września 2016

[Rozdział 6.5] - Powrót

Kaskady ciemnej wody wpadały do jeziora z ogłuszającym pluskiem.
Siedziałem na brzegu patrząc się w spienioną toń wody. Miałem nadzieję, że gdzieś tam kryją się odpowiedzi na wszystkie dręczące mnie pytania. Już dawno nie zastanawiałem się nad sensem tego wszystkiego. Niestety nadciągająca burza i porywisty wiatr skłaniały mnie do smutnych przemyśleń.
- Było podobnie gdy zabiłem Itachiego - pomyślałem wpatrując się w niebo. Chociaż rzuciłem to niby mimochodem, w mojej piersi poczułem i tak małe ukłucie. To nadal bolało, ale uznałem, że muszę być silny. Nadal nie byłem pewny czy zdecydowałem właściwie, dręczyło mnie to. Niestety czasu już nie cofnę. Uznałem się za samotnego mściciela, chociaż nie zrobiłem nic aby pomścić moich rodziców. Na dodatek zabiłem jedynego krewnego jaki mi pozostał.
- Rzeczywiście - uśmiechnąłem się pod nosem - prawdziwy ze mnie kawał skurwysyna.
- To nie prawda! - krzyknął ktoś za moimi plecami. Odwróciłem się zdziwiony i zobaczyłem rudowłosą dziewczynę w różowej pidżamie. Ostatnia osoba jaką chciałbym w tej chwili zobaczyć stała właśnie przede mną kierując we mnie swój palec wskazujący.
- SASUKE-SAMA!! - wrzasnęła z zachwytem i rzuciła się w moją stronę. Miała kajdanki wysysające chakrę na nadgarstkach i była trochę poobijana. No niby cieszę się że wróciła, ale mogłaby się kurna ogarnąć z tą swoją obsesją.
- Po co żeś tu przyszła? - powiedziałem odpychając ją ręką
- To okrutne z twojej strony Sasuke-sama! - powiedziała do mnie lukrowanym tonem - Wydostałam się z siódmego kręgu piekieł aby się z panem zobaczyć a pan mnie tak traktuje?
Popatrzyłem się na nią jakby spadła z byka. Może i Konoszańskie więzienie luksusów nie oferuje, no ale bez przesady.
- Sasuke-sama! - kontynuowała swój wywód - Jak mogłeś mnie wtedy zostawić?! MNIE! Twoją najwierniejszą podwładną! Jak mogłeś...
- STOP! - powiedziałem lodowato - Chyba już zapomniałaś gdzie twoje miejsce. Wszyscy moi podwładni są RÓWNI, nie ma NIKOGO lepszego od innych. Czy to JASNE? - skierowałem na nią spojrzenie czerwonych oczu. Jej zdolności były przydatne ale coraz bardziej wątpiłem w to czy pozwolenie jej na pozostanie w "Tace" było dobrym pomysłem.
Odwróciłem się, nie czekając na jej reakcję i poszedłem w głąb lasu.
Po chwili czerwonowłosa podniosła głowę i spojrzała w stronę drzew.
-Ach ten Sasuke-sama! - powiedziała Karin robiąc maślane oczka - Jakiż on władczy!
Po czym pognała za czarnowłosym.

***
No cóż... Dawno mnie tu nie było :)
Na wstępie chciałabym przeprosić wszystkich, którzy czekali na moje notki.
Bardzo przepraszam za zostawienie tak tego wszystkiego bez słowa pożegnania. Na początku naprawdę potrzebowałam wolnego na naukę do egzaminów. Niestety potem nie potrafiłam nic napisać. Siedziałam 5, 10 minut i nie potrafiłam nic wymyślić.  Na początku próbowałam prawie codziennie, ale uznałam, że powinnam dać sobie trochę czasu. Po pewnym czasie uznałam, że jednak nie dam rady wrócić. Chciałam, żeby ten blog po porostu został opuszczony. Te parę osób, które czytały moje notki pewnie strasznie się na mnie zawiodło. Nie powiem, że jestem z siebie dumna, bo tak nie jest.  Ale mimo internetowej anonimowości wstyd było mi się przyznać, że nie potrafiłam nic napisać i tylko dlatego nic tu nie wyjaśniłam. Nie powiem, że teraz jest lepiej. Nadal bardzo ciężko mi idzie wymyślenie czegokolwiek, ale nie chcę się poddawać. Bardzo możliwe, że nikt nie będzie już czytał tego bloga, ale chciałabym doprowadzić tą historię do końca. Nie znaczy to, że skończę ją szybciej czy coś takiego. Chodzi po prostu o to, że chciałabym przedstawić wam ją tak, jak ja ją widzę. Na razie to tylko pomysły, które chciałabym wpleść w opowiadanie, ale mam nadzieję, że uda mi się wytrwać w tym postanowieniu. Co do rozdziałów, to nie umiem jeszcze określić, co ile i w jaki dzień tygodnia będę wstawiać notkę. Nie wiem nawet czy nie zrezygnuję w połowie, ale mam nadzieję, że przynajmniej to uda mi się skończyć. Ta notka jest po prostu przerywnikiem. Ciągła akcja nie jest najlepszym pomysłem, dlatego uznałam, że pora na małą przerwę. Nie jestem pewna czy udało mi się osiągnąć zamierzony efekt ale na przyszłość postaram się lepiej wplatać takie momenty w historię. Co do długości to niestety nie potrafiłam wymyślić jakiegoś ciągu dalszego, więc wyszło jak wyszło. Także no, do zobaczenia następnym razem :P 

piątek, 15 kwietnia 2016

Wybaczcie, że ostatnio nie dodałam nowego rozdziału. Niestety od poniedziałku mam egzaminy, więc trzeba się "uczyć" :c . Bardzo was przepraszam, postaram się coś dodać za tydzień. Miłego dnia życzę ^^

czwartek, 24 marca 2016

[Rozdział 6]

Podążaliśmy właśnie do najbliższej wioski, żeby zostawić tam uratowanych cywili.
Cały czas starałem się przyśpieszyć tempo wędrówki. Niestety Kakashi zna mnie aż za dobrze, więc nie zwracał na to uwagi. Cały czas szliśmy w wyznaczonym tempie, które dla mnie było nieznośnie wolne! Chciałem jak najszybciej dotrzeć od Konohy, żeby pokazać Okumurze  Ramen!
Okazało się, że nigdy nie jadł tego ósmego cudu świata! Uznałem więc za swoją powinność, ukazanie mu tego arcydzieła japońskiej kuchni.
Szliśmy obok siebie rozmawiając o różnych ciekawych rzeczach. Po chwili dołączyła do nas Shino więc pogawędka nieco się rozkręciła. Cieszyło mnie to, że stała się wobec nas bardziej naturalna. Powoli ukazywała nam się prawdziwa Asada i bardzo żałowaliśmy, że raczej się już nie zobaczymy.
Rin wydawał się tym faktem szczególnie zasmucony. Najwyraźniej zdążył już się przywiązać do Shino.
Mnie cały czas męczyły słowa tego mężczyzny. Co prawda Orochimaru już nie żyje, ale przypomniał mi jedną osobę. Jebany Sasuke! Gdyby został w wiosce to wszyscy byliby szczęśliwi. Sakura i Ino robiłyby do niego maślane oczka a ja miałbym w końcu godnego rywala, może nawet przyjaciela. Lee to spoko gość, ale nie da się z nim walczyć na jutsu co mi trochę przeszkadza. Może Rin zaprezentuje coś ciekawego?
Myśli zaczęły rozsadzać mi czaszkę.
Zirytowany potrząsnąłem głową. Potrzebowałem teraz chwili spokoju, żeby uporządkować sobie ten bałagan. Przeprosiłem więc na chwilę Asadę oraz Okumurę i zameldowałem Kakashiemu, że pójdę przez chwilę przodem.
Przyjął moje słowa bez komentarza, więc wskoczyłem na najbliższą gałąź i pognałem w głąb lasu.
Zawsze dziwiło mnie jak samotność wpływa na człowieka. Mimo, że skupiłem się na otoczeniu, moje myśli zaczęły się porządkować. Zrozumiałem już, co chcę zrobić.
Sasuke może się schować nawet na księżycu. Nie obchodzi mnie to, przyprowadzę tego drania do domu!
Nagle ktoś krzyknął mi do ucha:
- Bu!
Chwila dezorientacji i spadłem w krzaki.
Moje 4 litery płonęły żywym ogniem o plecach już nie wspominając. Wkurzony nie na żarty, rozejrzałem się dookoła szukając tego dowcipnisia.
- To było niegrzeczne, Okumura-kun – powiedziała Asada wyłaniając się z lasu.
- No co ty Shina-chan! Naruto to twardy chłop co nie? – zapytał zeskakując z drzewa i klepiąc mnie w plecy.
Ból jaki wtedy poczułem, zapamiętam do końca życia. Trafił mnie idealnie w część na której wylądowałem. Ledwo utrzymałem się na nogach!
- Chłopaki… - powiedziała Shino pojednawczo.
-No pewnie! – powiedziałem trafiając go ręką w plecy.  Włożyłem w to całą swoją naturalną siłę. No dobra, nie całą. Może trzy czwarte.
Staliśmy tak przez dłuższą chwilę, klepiąc się po plecach z perfidnymi uśmieszkami. Oczywiście używaliśmy trochę więcej siły niż w normalnych przypadkach.
 Na szczęście ataki Okumury przyjmowała moja lewa strona, która najmniej ucierpiała.
Nie wiedzieć czemu, nagle dostałem dreszczy.
Przestaliśmy się z Rinem walić po plecach. Najwyraźniej on też poczuł coś dziwnego. Odwróciliśmy się w tej samej chwili i zobaczyliśmy straszny widok.
Wkurzona Asada.
Doznałem ogromnego z szoku. To tak jak z krwiożerczym króliczkiem, nie?
Mówisz sobie: „O, jaki słodziak! Chyba go pogłaskam!”, a po chwili nie masz już ręki.
Podwójnie przerażają sytuacje, kiedy jesteś pewny, że ta osoba nie może być straszna!
Nie wiedziałem dlaczego ale czułem, że coś jest nie tak. To uczucie było dziwnie znajome, jakbym przeżywał już coś takiego wiele razy…
.
.
.
Już wiem! Tak samo wścieka się Sakura-chan! Przypatrzyłem się jeszcze raz, dla pewności.
A jednak! Naprawdę wygląda teraz jak wściekła Haruno!
Zaciekawiony wypaliłem bez zastanowienia:
- Jesteście rodziną z Sakurą-chan?
Jej mordercza aura wyparowała bez śladu. Podbiegła do mnie z wyraźnym zainteresowaniem.
- S-Sakura-chan?! Znasz ją?! Wiesz gdzie ona jest?! To twoja dziewczyna?! –zadawała pytania z szybkością karabinu maszynowego.
Zniecierpliwiony odsunąłem ją lekko od siebie.
- Spokojnie kobieto! – powiedziałem nieco zdziwiony – Po pierwsze tak, po drugie tak, po trzecie  tak, a po czwarte: chciałbym.
Podbiegła znowu do mnie i chwyciła mnie za rękę, więc troszkę się speszyłem.
- Musisz mi wszystko o niej opowiedzieć!  Najlepiej na kolejnym postoju! I pamiętaj! Nie próbuj uciekać! – powiedziała pokazując dwoma palcami na swoje oczy a potem na mnie.
- O-Okej –powiedziałem z rękami w obronnym geście - Jak sobie życzysz.
Od czasu tego wydarzenia w lesie, Asada nie odezwała się do nas. Szła troszkę za nami wyraźnie zamyślona. Postanowiliśmy z Rinem, że damy jej na razie spokój.
Póki co, oboje zastanawialiśmy się czy Shino naprawdę jest nieśmiała.
Może po prostu na początku nie umie się przełamać?
No cóż. Pożyjemy zobaczymy!
Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Rina.
- O co właściwie chodziło?
-Chodzi ci o moje pytanie?
Pokiwał twierdząco głową.
-No bo wiesz, jak się wtedy wściekła to zaczęła mi kogoś przypominać.  Znasz ucznia Tsunade-baachan?
-Haruno-san? To ona ma na imię Sakura? Myślałem, że to facet! – zapytał zdziwiony.
- Zorientowany jak zawsze – powiedziałem z uśmiechem.
- Znamy się dopiero pół dnia a ty już mnie przejrzałeś? – zapytał z niedowierzaniem.
- No cóż…
- A, Właśnie! – powiedział nagle – Dzięki, że nas wtedy uratowałeś.
- Co?
- No jak Shino-chan się wtedy wściekła. Jakbyś się jej nie zapytał o Sakurę-san, to nie było by co z nas zbierać.
- Shino-chan? – powiedziałem z chytrym uśmieszkiem – Czyżbym o czymś nie wiedział?
Popatrzył się na mnie przez chwilę nie rozumiejąc.
Błysk zrozumienia i twarz Rina nabrała koloru.
- T-To n-nie t-tak! Ja tylko…
- Hahaha! – powiedziałem łapiąc się za brzuch – Aleś ty wstydliwy!
Nagle Okumura wpadł na jakiś pomysł.
- A co u ciebie i Sakury-CHAN? – powiedział  z perfidnym uśmieszkiem.
- Teme… Nieczysto pogrywasz – powiedziałem z udawanym bólem.
I oboje się roześmialiśmy!
Gdy atak wesołości już minął, postanowiłem spytać o coś Okumurę.
- Tak właściwie, to jak tym bandytom udało się was złapać? – zapytałem zaciekawiony.
- No cóż – zamyślił się na chwilę – Przez pewien czas szukaliśmy po okolicy, pytając mieszkańców wiosek czy nie znają wejścia do kryjówki. Najwyraźniej bandyci się o tym dowiedzieli.
Pewnego razu przyszedł do nas jakiś facet i powiedział, że zaprowadzi nas do kryjówki bandytów.
Oczywiście wszyscy poszliśmy za nim. Gdybym tylko wiedział, że to pułapka.
To był chyba jeden z bandytów. Zaprowadził nas do jednej z grot i uciekł zamykając metalowe drzwi.
Szybko byśmy sobie z nimi poradzili, gdyby nie wpuścili jakiegoś gazu zanim zdążyliśmy zareagować.
Gdy się ocknąłem,  siedziałem przykuty do ściany kajdanami z metalu wysysającego chakrę.
Po jakimś tygodniu chyba dodali nam coś odurzającego do jedzenia bo straciłem poczytalność.
Jak się ocknąłem to było już po wszystkim.
Widać było, że nie jest z siebie dumny. Poklepałem go pocieszająco po plecach.
- Uspokój się Rin, zdarza się najlepszym. Po za tym jesteś wspaniałym kapitanem!
Uśmiechnął się lekko.
-Tak naprawdę to nie jestem kapitanem.
- Co? – teraz to nie wiedziałem co powiedzieć.
- Nasz kapitan dostał silnej reakcji alergicznej przez ten gaz, czy coś takiego. Potrzebowaliśmy dowódcy, ale nikt nie chciał się zgłosić. Postanowiłem więc spróbować, ale nie wyszło.
- Pewien facet powiedział mi kiedyś… - zacząłem po dłuższej chwili - …że porażki są bardziej wartościowe niż zwycięstwa. Dzięki przegranych wiesz co jeszcze musisz poprawić a zwycięstwa tylko karmią twoje ego.
- Łał – powiedział z przesadnym zdumieniem  - Mózg ci się nie przegrzał?
I znowu wybuch śmiechu. Nienawidzę tego gościa.
Nagle przed nami zaczęła wyłaniać się otwarta przestrzeń.
Kakashi niespodziewanie pojawił się obok nas.

- Witamy w Wiosce Tsurī.



============================================================
Niestety tym razem troszkę krócej ;c . Nie mogłam ostatnio pisać z powodu nawału kartkówek i sprawdzianów. Planowałam, żeby ten rozdział był troszkę dłuższy, ale chciałam wam złożyć naprędce sklecone świąteczne życzenia :P .

Chciałabym wraz z drużyną Siódmą życzyć Wam:
    Jajka smacznego,
Dyngusa mokrego,
Pisanki ślicznej,
Wiosny magicznej!

I tak na koniec: 
Dziękuję wszystkim osobom, które komentowały rozdziały. Naprawdę, bardzo to doceniam :)
WESOŁYCH ŚWIĄT!  :D

piątek, 18 marca 2016

[Rozdział 5]

Staliśmy naprzeciwko siebie, obserwując się nawzajem.
W oczach przeciwnika nie widziałem żadnych emocji. Były ciemne i bez wyrazu.
To jest właśnie to spojrzenie, spojrzenie bezlitosnego mordercy. Czułem jak przewierca mnie nim na wylot, ale nie robiło to na mnie żadnego wrażenia. To świat shinobi, miejsce gdzie przestajesz być wrażliwym na takie rzeczy – uświadomiłem sobie z goryczą.
- Mógłbyś mi powiedzieć gdzie się wcześniej spotkaliśmy? – zapytałem  - Może wtedy bym sobie ciebie przypomniał.
Popatrzył się na mnie wyraźnie poirytowany. Chyba uznał, że chcę go sprowokować.
- Nie żartuję! – zawołałem szybko – Po prostu mam słabą pamięć!
Wbił lekko miecz w ziemię, dając mi do zrozumienia bym uczynił to samo.
- To było dwa lata temu gówniarzu! – zaczął ze złością – Miałem ukraść zwój, który eskortowałeś!
Wszystko poszłoby gładko, ale oczywiście przyszliście wy! Pieprzeni shinobi  z tymi waszymi technikami! Wyskoczyłeś z krzaków jak jakaś jebana wiewiórka i zostawiłeś mi pamiątkę tym swoim kunaiem! – krzyknął pokazując bliznę na piersi.
-Jak przeżyłeś? – zapytałem zaniepokojony.
- Teraz się boisz? – powiedział kpiąco – Bo widzisz.  Ledwo żywego znalazł mnie jakiś facet. Wyglądał jak skrzyżowanie węża z człowiekiem, ale nie wnikałem kim byli jego rodzice.
Teraz naprawdę się zaniepokoiłem. Czemu Orochimaru maczał w tym łapy?!
-… i zostawił mi taki jeden prezencik – powiedział odsłaniając pieczęć –  Pora wyrównać rachunki!
Poczułem to, na moment powietrze stało się jakby gęstsze a wszystkie dźwięki ucichły.
Tak się działo gdy ktoś aktywował przeklętą pieczęć!
Mężczyzna ruszył na mnie śmiejąc się opętańczo i wymachując mieczem. Zrobiłem zgrabny unik i wylądowałem na ziemi parę metrów dalej. I znowu, i znowu, i znowu. Skakałem jak opętany po całej  jaskini unikając jego ciosów. Facet wściekł się jeszcze bardziej ale ja nie zmieniłem taktyki.
Niestety biedaczek nie wiedział, że mam doświadczenie w walce z użytkownikami przeklętej pieczęci.
Przynajmniej raz się na coś przydałeś Sasuke- teme!
Po tych wszystkich pojedynkach z Uchihą wiedziałem, że ta pieczęć znacznie wyczerpuje organizm. Jeśli go jeszcze trochę przetrzymam to sam się załatwi. Może to trochę potrwać ale gościu nie jest tak silny jak Sasuke. Tylko on tak naprawdę był zdolny jej używać.
Po pewnej chwili zauważyłem, że ruchy mojego przeciwnika stały się słabsze.
- Poddaj się! – krzyknąłem – Pieczęć coraz bardziej wyczerpuje twoje ciało! Jeśli jej nie dezaktywujesz, to zaraz będzie po tobie!
Chyba zorientował się w prawdziwości moich słów bo przestał atakować. Z ust leciała mu drobna strużka krwi.
- Dzięki bogu! – powiedziałem z ulgą – Teraz cię zwiąże i…
- Nie gówniarzu! Nie przegram z tobą drugi raz! Wolę umrzeć – krzyknął wbijając sobie miecz w brzuch.
Patrzyłem zszokowany na jego ciało padające bez życia na podłogę.
Jak można być tak upartym?! Wiele razy skopano mi dupę i nie robiłem z tego powodu wielkiego halo! Każda porażka jest bardziej wartościowa niż zwycięstwo, bo dzięki niej uczymy się na własnych błędach. Najwyraźniej ten dupek tego nie rozumiał.
Odwróciłem się od stygnącego ciała i poszedłem uwolnić więźniów.
Okazało się, że zostali otumanieni jakąś substancją odurzającą, więc przygotowałem prosty napar odtruwający (właśnie w takich chwilach przydają się podstawy zielarstwa ze szkoły).
Niestety okazało się, że ilość naparu była niewystarczająca, więc musiałem wziąć zapasy z torby senseia. Na skutki trzeba było trochę czekać, więc w między czasie zaopiekowałem się Kakashim.
Ułożyłem mu jako takie posłanie, żeby odpoczął a sam położyłem się pod ścianą.
Po pewnym czasie wszyscy ludzie oprócz konoszańskiego oddziału byli już w pełni przytomni. Mała grupka, jakieś pięć czy sześć osób. Podszedłem do nich i zapytałem:
- Czy ktoś jest ranny?
Najwyraźniej nie zauważyli mojej obecności, bo popatrzyli się na mnie z przerażeniem.
- Spokojnie, nic wam już nie grozi. – powiedziałem spokojnie- To ja jestem tym, który was uwolnił i podał odtrutkę.
- Jaką odtrutkę? – zawołał jakiś chojrak z tyłu.
- Zostaliście otumanieni narkotykiem żebyście nie wrzeszczeli gdy potwór będzie was pożerał.
Nie wiedziałem, że można mieć jeszcze bardziej przerażoną minę niż oni przed chwilą. No cóż, nic mnie już nie zdziwi.
- Dla niego mieliście być obiadem – pokazałem na głowę potwora wystającą z kupy głazów.
Nie patrzyłem już na nich, po prostu odszedłem. Byłem zbyt zmęczony, żeby się z nimi męczyć. Prosta, brutalna prawda. Witam w świecie shinobi!
Popatrzyłem w stronę Kaszalota ( tak go przezywaliśmy w akademii ) i zorientowałem się, że już oprzytomniał. Co prawda nadal był wyczerpany, ale przynajmniej się ocknął.
Cześć Sensei! – powiedziałem z uśmiechem – Wyspałeś się?
Bardzo śmieszne Naruto – powiedział zirytowany – Załatwiłeś go?
- Nie musiałem – powiedziałem wskazując w stronę trupa – popełnił samobójstwo.
- Nie rozumiem. Sam się zabił?
- Przed walką aktywował przeklętą pieczęć. Wiedziałem co robić, więc po prostu chciałem go zmęczyć. Żeby się wyczerpał i ją dezaktywował.  Po pewnym czasie jego ataki stały się słabsze.
W końcu zdał sobie sprawę, że dłużej  tak nie pociągnie. Krzyknął coś o tym, że nie może znowu ze mną przegrać i wbił sobie miecz w brzuch.
- Rozumiem – zamyślił się Kakashi .
- Nienawidzę takich ludzi – powiedziałem zirytowany – Nie wiedzą jak bardzo cenne jest życie.
Oboje zamyśliliśmy się na chwilę. Pewnie każdy z nas wspominał śmierć bliskich nam osób.
Po pewnym czasie Sensei w końcu się odezwał:
- Wreszcie powiedziałeś coś mądrego.
- Czyżby to był przytyk za wcześniejszą sytuację? – spytałem podejrzliwie.
- Nie, skądże –powiedział Kakashi niewinnie.
Uśmiechnęliśmy się do siebie ( Jeśli ruch pod maską Kaszalota można nazwać uśmiechem).
Nagle podszedł do nas jeden z konoszańskich shinobi.
- Kakashi-sama, Naruto- sama. Dziękujemy za ratunek! – pokłonił się.
- Nie ma za co – powiedziałem szczerząc się jak głupi – Gdyby nam się nie udało, aż strach pomyśleć co zrobiłaby Tsunade-baachan!
Wszystkim przeszły ciarki na plecach. Straszna siła naszej Hokage była powszechnie znana w całej wiosce i chyba nawet w sąsiednich krajach).
- W takim razie cieszmy się, że na nikogo nie będzie musiała się wściekać – powiedział dowódca oddziału z uśmiechem – Jestem Rin Okumura. Miło mi was poznać.
- Nam również – powiedział Kakashi.
-Widzisz sensei? Twój uczeń jest znany wśród innych shinobi – powiedziałem z dumą.
- To pewnie dlatego, że co tydzień wylatujesz z bura Hokage przez okno. Pewnie wszyscy w wiosce znają już twoje imię.
Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Oczywiście musiałem trochę ponarzekać jaki to jestem obrażony i jak bardzo mnie Sensei nie docenia, ale wszyscy wiedzieliśmy, że się nabijam.
Gdy śmiechy ucichły zapytałem Rina o tę grupkę cywili, których nastraszyłem.
- Zadaliśmy im kilka pytań. Okazało się, że wędrowali w kierunku pobliskiej wioski, gdy schwytały ich te zbiry. Niestety żadne z nich nie miało bogatego krewnego, który zapłaciłby okup więc przeznaczyli ich na karmę dla potwora. Są ci bardzo wdzięczni Naruto-sama.
- Nie musisz się zwracać tak oficjalnie, Naruto wystarczy – uśmiechnąłem się – Powiedzieli coś jeszcze?
- Podobno w pomieszczeniu przeznaczonym dla więźniów jest jeszcze parę osób. Za nich miał kto zapłacić – powiedział z niesmakiem.
- Coś nie tak?
Najwyraźniej uznał, że może się przed nami otworzyć.
- Nienawidzę takiego podziału. To, że ktoś jest bogatszy nie znaczy, że jest lepszy.
- Całkowicie się z tobą zgadzam – powiedziałem poważnie – Nikogo nie należy oceniać w ten sposób.
- Też tak myślę –stwierdził Sensei.
Przyjrzałem się uważniej Rinowi.


Miał chyba tyle samo lat co ja, chociaż ciężko było stwierdzić po tych siwych włosach. Zaraz, zaraz…
Siwych włosach? Może to jakiś krewny Kaszalota? No nic, kontynuujmy.
Miał niebieskie oczy i ubrany był w ciemno-niebieską bluzę z kapturem.  Dolna część to już klasyczny ubiór shinobi. Nie wiedzieć czemu miał przy sobie dziwny zakrzywiony na końcu kij.
 No cóż, nie mnie to oceniać.
Rin najwyraźniej też mnie „oglądał” bo nasze spojrzenia się skrzyżowały. Patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Po dłuższej chwili uśmiechnęliśmy się jednocześnie. Chyba zaczynam lubić tego gościa.
Podniosłem się z ziemi i otrzepałem brud z ubrania.
- To jak Rin? – zapytałem – Idziemy uwolnić państwa  „nowobogackich”?
Nie byłem pewny czy użyłem właściwego określenia, ale chyba zadziałało. Zrobiłem przy tym wymowny gest palcami.
Okumura uśmiechnął lekko.
- Jasne! Nie ma czasu do stracenia! – powiedział ironicznie.
Tym razem skierował się w stronę Kakashiego.
- Kakashi- sama, czy mógłbyś przez chwilę przejąć dowództwo nad moim oddziałem?
- Tak. Idźcie już!
-HAI!! – krzyknęliśmy w tym samym czasie.
Podeszliśmy do grupy ocalałych, żeby zapytać się o drogę i wydać rozkazy oddziałowi Okumury.
Pewna dziewczyna zgodziła się pokazać nam drogę. Musi mieć niezłą pamięć  skoro przechodziła tamtą drogą tylko raz i mimo to wszystko zapamiętała.
Po drodze staraliśmy się nawiązać z nią jakąś rozmowę, ale chyba zbytnio się stresowała naszą obecnością.

- Nie musisz się zmuszać – powiedziałem z uśmiechem – Myślę, że gdybyśmy mogli dłużej porozmawiać, to okazałoby się, że całkiem spoko z ciebie dziewczyna!
- Właśnie! Ja też się stresuję gdy rozmawiam z kimś obcym! Może nie uwierzysz, ale poznaliśmy się z Naruto jakieś 5 minut temu!  - wtrącił się Rin.
- A teraz jesteśmy kumplami! Czy nie? –zapytałem speszony.
- Jasne! – uśmiechnął się Okumura . Uff, kamień z serca!
- Swoją drogą – uśmiechnąłem się zakłopotany – Jak masz na imię? Wybacz, że wcześniej o to nie zapytałem, ale adrenalina i te sprawy.
- Jestem Shino Asada – powiedziała z lekkim uśmiechem.
- Już jakiś postęp – również odpowiedziałem uśmiechem.
Przez resztę drogi trochę pogadaliśmy o wszystkim i o niczym. Najwyraźniej nasze wystąpienie zadziałało!
Gdy dotarliśmy na miejsce, ujrzeliśmy 2  facetów siedzących w celi. Wstali z miejsc na nasz widok.
Podszedłem do drzwi i rozwaliłem je kopniakiem.
Jeden ze „szlachciców” ruszył w moim kierunku.
Ocho, cała jego postawa wyrażała  „nie dostałem cukierka, więc się na ciebie obrażę”.
- CO TO MA ZNACZYĆ?! – poruszył oskarżycielsko palcem w moim kierunku – DLACZEGO PRZYBYWACIE Z ODSIECZĄ TAK PÓ…
Szybki cios i przerwał w pół zdania.
Ach! Jak dobrze tak się odstresować!
- Pan też zgłasza jakąś reklamację? – zwróciłem się do drugiego.
- A-ależ n-nie – zdołał tylko wyjąkać.
Wzruszyłem ramionami i podniosłem awanturnika jak worek kartofli.
- Ruszajmy więc do pozostałych!

Tym razem dłuższa notatka! Mój nowy osobisty rekord! J